w mieście co krok
na rogach ulicy
zbite w gromadkę
zielone pióropusze
święta tuż tuż
ostatnie choinki
ostatni sprzedawcy
drepczą w miejscu
ustawiają drzewka
przesuwają bliżej chodnika
może ktoś się zatrzyma
robi się późno
mróz szczypie
przestępują z nogi na nogę
strzepują śnieg z igliwia
patrzy pani ta jaka ładna
gałęzie się wyprostują
postoi do gromnicznej
sukces lub klęskę
mają wkalkulowane
dziś choinki jutro coś innego
się sprzeda
złapie jakiś grosz
spełnionych marzeń nie mają
na zbyciu
a drzewka nie mają wyboru
sprzedane czy nie
czekają tylko
na swój kres
teramt dosc grudniopowy przyznam, czytając spodziewałam się jakiegoś parszywego zakończenia typu: klient kupujacy choinke, zabrał ją, trzymając w rękawicach ochronnych roboczych iw tych samych rękawicach ciął kawałek po kawałku na domowej, piwnicznej pile tarczowej do kominka na święta... Brakowalo mi jakiegoś zakończenia zaskakującego... Pozdrawiam
zgłoś
przykro, że cię rozczarowałam :)
zgłoś
Mnie też mierżą te odrabiane musowo tematy świąteczne itp., ale w połowie, ponieważ z uwagi na dystans czytałem nieuważnie, tak sobie wyobraziłem, że czytam o prostytutkach i zaczęło mi się dużo bardziej podobać.
zgłoś
też tak mogło być, ale nie ten temat drążyłam, się nie znam :) a mój tekst powstał rok temu, 23 grudnia, gdy zmęczona, zaśnieżona wracałam do domu, a tu jeszcze ktoś próbuje mi coś wcisnąć. Mnie mierzi ten przedświąteczny zgiełk, oszalałe tłumy kupujących, handelek wszelkimi gadżetami - błyskotkami... Nie pisuję okolicznościowych wierszy. Chyba że coś mnie poruszy... ("rzuca mnie się na...") :))
zgłoś
Na tak:):)Komercji- nie.
zgłoś