legenda o krnąbrnym kurierze nadziemia

niedbałość form
staje się czasem moją
jedyna przepustką na przetrwanie
 
krążę wtedy szumem między
oblężonemi archipelagi
niosę echo wiatrów
 
pcham prądami lakowane
półliterówki z listami
a w nich nadzieja na wysoki procent
 
grzywaczami morza zgrzytam
i sypię spomiędzy zębów nimi starte
prochy starych starć
ciszę domorosłych domysłów
i dawne przepowiednie na wagę
 
przekraczam czasem nad
dołami z wapnem
zbiorowych Norwidów
niekiedy pieśnią traum odganiam Strażnikow
 
wzbijam się tedy ponad ściółkę
podprzestrzenną nieuchwytną dla radarów odbić
by złym oka kątem chwycony w pryzmaty
rozszczepić sie raczej na prześmiewczość kpin
niż ogień salw burtowych

i na tych wodach szerokich
w błogość sie sławia ci
co usłyszeli a nie uwierzyli
”jak pan tu trafił?“ - pytają
ach wtedy zaczyna się znów
- wo ist mein Ausweiss?

alt art
29 kwietnia 2020 o 10:12

jest mąż, co przyszedł pod koniec epoki..

zgłoś

jeśli tylko
29 kwietnia 2020 o 11:42

Eszystko ok, ale po co te Duże Litery?..

zgłoś

alt art
29 kwietnia 2020 o 11:46

to kwestia klawiatury; taki szopen chwilami miał tylko czarne..

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się