Moje oczy już nie czekają
na ciepło twojego uśmiechu.
Nie wypatrują cię w tłumie,
nie szukają w pustych oknach świtu.
Serce nie drży już nerwowo
na dźwięk twojego imienia.
Milczy spokojniej niż dawniej,
jakby zmęczyło się tęsknieniem.
Zapominam o miłości
jak o wczorajszym śnie —
rozmytym, cichym, odległym,
który jeszcze boli przez chwilę po przebudzeniu.
Lecz czasem, gdy noc siada obok mnie,
wracam do starych fotografii.
I wtedy pytam ciszę szeptem:
czy kiedyś twoje zdjęcie
będzie bolało mniej?