pod słonecznym niebem
jaskrawa plama dachu
niczym lotnisko przyjmuje
białe szybowce mew
martwą ciszę odmierzają
obojętnym tykaniem zegary
zagęszczając pustkę istnienia
popiołem z resztek nadziei
ostrze świetlnej smugi
z wolna pełznie po ścianie
by niepostrzeżenie zniknąć
w ociemniałej tafli okna
a w mrocznej pętli czasu
pozostała już tylko namiastka
życia zawieszonego między
jednym a drugim marzeniem
gdy noc rozbłyśnie światłami
za każdym kręgiem lampy
przystanie na chwilę śmierć
wybierając kształty żarówek
przeczytać to co piszesz to wielka uczta no i mam nad czym pomyśleć i znaleźć się gdzieś ale niezawieszonym pomiędzy marzeniami, a w czymś co niesie radość życia, och... szkoda że w realu niemożliwe
zgłoś
Świetnie napisany!
zgłoś
czasem to wszystko co z dnia nam sie uda uratowac przenoszac siebie samego do jutrzejszej kolejki odliczan...
zgłoś