20 lutego 2011

poezja

Saranova
Saranova

dzień siódmy

pod słonecznym niebem
jaskrawa plama dachu
niczym lotnisko przyjmuje
białe szybowce mew
 
martwą ciszę odmierzają
obojętnym tykaniem zegary
zagęszczając pustkę istnienia
popiołem z resztek nadziei
 
ostrze świetlnej smugi
z wolna pełznie po ścianie
by niepostrzeżenie zniknąć
w ociemniałej tafli okna
 
a w mrocznej pętli czasu
pozostała już tylko namiastka
życia zawieszonego między
jednym a drugim marzeniem
 
gdy noc rozbłyśnie światłami
za każdym kręgiem lampy
przystanie na chwilę śmierć
wybierając kształty żarówek
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Slawrys
20 lutego 2011 o 22:32

przeczytać to co piszesz to wielka uczta no i mam nad czym pomyśleć i znaleźć się gdzieś ale niezawieszonym pomiędzy marzeniami, a w czymś co niesie radość życia, och... szkoda że w realu niemożliwe

zgłoś

Withkacy
21 lutego 2011 o 12:05

Świetnie napisany!

zgłoś

Towarzysz ze strefy Ciszy
24 lutego 2011 o 02:46

czasem to wszystko co z dnia nam sie uda uratowac przenoszac siebie samego do jutrzejszej kolejki odliczan...

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się