więc w końcu nadszedł ten dzień
z niespokojnym stukaniem serca
balansując wśród akordów zamętu
i przyprawiając nagie ściany o drżenie
kiedy łomot ciężkich myśli zaciskał
niepostrzeżenie obręcz strachu
czym będzie ten świat tak nagle
skurczony do czterech ścian
poczekalni na malutkiej stacyjce
ostatnich podróży mleczną drogą,
którą w dodatku trzeba dzielić
z niemądrą nadzieją na szczęście
a może już wcale nie będzie dnia...
ja sie i bez przeprowadzek boje ze nie bedzie dnia... ale strachy przede mna pewnie inne... a skurczony do czterech scian swiat.... przypomina sie "list do nieznanego poety" Wojaczka bodajze...
zgłoś
Świetny wiersz bardzo mi się podoba.
zgłoś