AKT VII
To piosenka w roślin cieniu,
kiedy się tajne życie wszczyna
w scenerii lata. W rozhulaniu
słodko rozgniata się malina,
roztrwania się smak
pory gorącej, jej niuansów.
Do aspiracji i awansów,
ma się też nijak
i, jak wychodzę z tego cienia,
co błogosławi chłodem ziemię,
jak tylko się na skwar rozmieniam
aby dojrzewać, się przemienię
w cieknący rubin,
w słodycz chwili,
w los, co na chwilę się pomylił,
jak matka co zrodziła tuzin,
w jednym upadku się nie mieszcząc,
syci daremnie swe instynkty,
a wokół wstaje nowy legion,
czyn przemieniany w pomiot zwykły
trwa wciąż nijako,
by móc zapobiec wzlotom możność,
by móc zaprzeczyć i dwunożność,
i skrzydła ptakom,
jest ten chwilowy imperatyw
rozkoszy malin, gdy żar stoi
w oddechu świata, bo bez daty,
bez prapoczątku i bez rojeń
trwa niezamiennie
cykl zatracenia w ocalaniu
esencji bycia. Powiedz, czemu
mnie nie są dane świateł cienie,
którymi gardzisz w napuszeniu,
kiedy mnie starczy ta różnica,
by trwać do końca w własnym cieniu,
a nie, bym trwała dla odbicia
twoich fantazji.
Obrodziły znów maliny;
ciernie krzaków nie są kpiną
jak my w nich, ciągle tak realni.
Ewo , przed chwila napisałem kilka słów do twojego wiersza i zniknęły. Piękny ten VII akt : "To piosenka w roślin cieniu, kiedy się tajne życie wszczyna w scenerii lata. W rozhulaniu słodko rozgniata się malina,(...)Obrodziły znów maliny; ciernie krzaków nie są kpiną jak my w nich, ciągle tak realni." Tak, realni i ponad rzeczywiści. Bardzo na tak. Pozdrawiam:):)
zgłoś
Podziwiam Jarku Twój i reszty trumlowiczów heroizm pisania komentarzy w taki upał, ja jeszcze dodatkowo jestem wycieńczona, bo zbieram maliny z dwóch hektarów i ten wiersz to takie odreagowanie na niewolniczą pracę, bo wiesz, żeby artysta mógł tworzyć, to musi się próżniaczyć. Ale ten erotyk jest też o iluzji erotyku, iluzji kontra niestety całkiem konkretnej pracy w polu typu chłop pańszczyźniany.
zgłoś
Ewo masz racje ,że to heroizm, jednakoż ja pisałem akurat w cieniu , jestem nad jeziorem niemal w lesie , dzisiaj nawet troche popadało, ale teraz duszno i parno.Zbierałem malutkie malinki w lesie, niestety susza wytrzebiła, sa takie skurczone.Pozdrawiam serdecznie z Kiełpin:):)
zgłoś
Trzecia zwrotka się zapętliła chyba i jest nie do rozwikłania. Te dziewięć wersów od "jak matka" ma inny, niepasujacy do reszty wiersza kolor.
zgłoś
Masz rację Wando, ale ja musiałam w którymś elemencie tego cyklu wprowadzić figurę matki, jako winną całej tej nierzeczywistości, o której w poszczególnych wierszach piszę. Być może stąd ta sztuczna niefortunność. Jednak staram się, by cały cykl był całością, a nie składanką i pewnie będę to wszystko długo przeredagowywać, a tak to daję a vista, by podtrzymać mój udział w trumlowej wspólnocie. Mam najazd na moje małe château na wsi i moja samotność się skończyła, zbieram maliny, więc w sumie jestem zadowolona, że za sprawą Waldemara Kazubka nie udzielam się komentarzowo na Trumlu, ale w dyskusji czy poprawiać, czy nie poprawiać wierszy, to jestem za Mirką Szychowiak. Żadna spontaniczność, poprawiać do upadłego, nawet jak już jest wydrukowane.
zgłoś
Czuć, że a vista, bo pachnie malinami. O poprawianiu do upadłego, to ja coś wiem. Potrafie uporczywy babol (jak mówi Mirka S.) poprawiać latami.
zgłoś