Zmiana sposobu prezentacji
w moim siódmym niebie
hula mroźny wiatr
wyrwał z zawiasów okiennice
potargał firanki z babiego lata
kurz pokrył ślady stóp
na dębowej podłodze
w moim siódmym niebie
w kątach zaległy
niechciane wspomnienia
a za wygasłym piecem
smętnie rzępoli na gęślikach
wychudły anioł stróż
moje siódme niebo
zapomniane przez boga
niechciane przez człowieka
cicho zamykam
zmurszałe drzwi
wracam na ziemię
była niedziela
ostatnia
spojrzenie
z przedziału
ostatnie było
i zdjęcie
jakby ukradkiem
zrobione
i to by na tyle
było
zasypiam bez trudu
lekko oddycham
potrafię obojętnie przejść
obok niedzieli z lamą
już mi się nic nie kojarzy
na niczym się nie łapię
nie rozmyślam godzinami
ani się nie zagapiam
jesteś tylko zadrą
na koniuszku serca
do widzenia
brzmiało zwyczajnie
uśmiech zza szyby
nie wyglądał na ostatni
kapcie zostały w przedpokoju
do tej pory nie wie dlaczego
telefon nie zadzwonił
a przecież jeszcze tyle
było do zrobienia
nie odwiedzili żółwia
numer 25
nie upiekli rogali
w muzeum
nie zwiedzili
botanicznego ogrodu
z wejściem od dąbrowskiego
*
w bezsenne noce
wykradam z nieba
spadające gwiazdy
stukają o dno duszy
jak zielone groszki
może któraś spełni marzenia
wystrzępione na brzeżkach
od nadaremnego używania
*
chciałabym
zwinięta w kłębuszek
na twojej dłoni
przetrwać tęsknotę
i smutek
mężczyzna o hebanowej
duszy
wykreślił mnie
z życiorysu
jeszcze niedawno
szeptał czarodziejskie
zaklęcia
dzisiaj milczy
może myślał
że bez niego
nie potrafię
zrobić nawet
kroku
ale na moje niebo
powróciło słońce
więc tańczę co rano
z trzmielami wśród łubinu
i wytrząsam z serca
ostatnie zatrute słowa
jeszcze raz myślami
przebiegam dawne ścieżki
zaglądam za zakręty
przystaję na rozstajach
wracam po śladach
bywało trudno
pod górkę
z zadyszką
wśród manowców
nad urwiskami
a jednak nie zamieniłabym
wertepów na aleje
nie dotarłabym do celu
pomimo utrudnień
na trasie
zapomniał o mnie
błękitnooki mężczyzna
czarodziej słów
z duszą osnutą mrokiem
pisał dla mnie wiersze
a później milczeniem
sprowadzał niepokój
dawniej myślałam -
jeśli odejdzie
pęknie mi serce
a dzisiaj z uśmiechem
palę jego zdjęcia
już nie spojrzę
w twoje oczy błękitne
jak lipcowe niebo
o poranku
nie wyszepczesz mi
do ucha - kocham
twoich dłoni
nigdy więcej nie dotknę
nie opowiesz mi
o snach z dzieciństwa
nie zabierzesz na spacer
po mieście
nie zadzwonisz
nie napiszesz
nie przyjedziesz
uwolniłam się
od ciebie
nareszcie
