Zmiana sposobu prezentacji
Szłam brzegiem konwalii, brodząc w trawie coraz bardziej mokrymi butami
i licząc na to, że zapach uniesie mnie gdzieś dalej.
Szłam brzegiem konwalii i woni omywającej moje ciało, by rozważyć to, co nierozważalne.
Upadłam, a może raczej zostałam porwana przez odurzające wołanie
spomiędzy białych dzwoneczków i zieleni liści.
Gdy zanurzyłam się w zapach po samą szyję, uświadomiłam sobie, że nie umiem pływać
- ostatkiem sił próbowałam uchwycić się burty ławek rozstawionych wśród alei
i zaczerpnąć powietrza. Wtedy minęła mnie jakaś śmiejąca się para.
Przestałam rozumieć ludzi.
Chwile, w których żartują, przytulając się do uśmiechu w poszukiwaniu spojrzeń,
akceptacji, w zatracaniu siebie.
Urwane momenty od słowa do słowa, pełznące po dłoniach, oplatając się wokół ramion, duszące zachłannie.
Na dnie ironii nie znalazłam już nawet siebie
- sącząc jad w obronie własnej i zdziwiłam się, że odeń ginę,
jakby gorące powietrze ściślej niż zwykle przylegało do skóry...
a potem do każdego nerwu nawet, krępując chęć krzyku, co zamiera w gardle.
Wyciągnęłam jeszcze dłoń, by uchwycić się czegoś na brzegu
- już nie ławki, ta była zbyt odległa, jak zachody nad Pacyfikiem,
czy nieznany mi dotąd dialekt.
Chciałam wstać, biec, krzyczeć, jednak podniósł (...)
--- cały tekst ---
Róże są takie cyniczne gdy pozwalają wierzyć ogrodnikom
w wyjątkowość tej jednej co ma niby cztery kolce
i wdzięk do obrony przed całym światem
więc na nic baranki
gdy baobaby dawno zapuściły korzenie
a miliony podobnych rosną
za byle jaką furtką
zachody słońca można oglądać
do góry nogami huśtając się na tym czy tamtym
ogonie lisa którego myśliwi woleli wypchać
niż oswoić [się]
z myślą
że chłopiec umarł
* na podstawie i w polemice
do "Mały Książę" Antoine de Saint-Exupéry
