Zaraz umrę, zaraz umrę! Co mam robić?
Zamykam oczy i tracę przytomność. A oni
biegają, mama zdaje się płacze, siostra
zemdlała. Bo przyjechali. Wywiozą i potną.
Głowa, ręce nogi, kadłub - wszystko pojedzie
w osobne miejsce. Zamiast zwierzątek
żywych albo martwych. Takie na przykład
udko ze świnki świetnie imituje ludzką goleń.
Do czegoś trzeba strzelać. Albo na krzyżu
wisieć, jak się jeszcze jest ciepłym, ledwo
zmarłym. To sprawa ważna dla kościoła
i całunu. Mnie to nie bardzo obchodziło…
Ciekawa poezja, forma stabilna, treść ludzka i poważna, różewiczowski dylemat poszukiwania spełnienia, na który odpowiadałem w swoim debiutanckim wierszu pt. Nieocalony ocalony" przed laty. Miłe to wszystko, bo taka ciężkość życia jest przecież ciągle aktualna, wręcz atakuje nas nieustannie, myślę... Pozdrawiam serdecznie.
zgłoś
już w siebie zwątpiłem zupełnie a raczej w sens pisania, bo mi na nieszufladzie powiedzieli, że nie ma w tym ani jednej linijki ciekawej. miło wiedzieć, że jest czytelnik, ten jeden i dla mnie w tym momencie bardzo ważny, który czyta i próbuje dyskutować - czyli warto walczyć!!! he! dzięki!
zgłoś