Zmiana sposobu prezentacji
I od prawdziwej miłości
zachowaj mnie Panie
obiecywana z radością
wspólna droga zawsze
kończy się skrzyżowaniem.
I pozwól mi być głuchą
na serca tkliwe wołania.
Nic nie znaczą
te próby łatania
nowych dziur.
(...)
--- cały tekst ---
Zdarzają się w życiu takie okresy, (mam nadzieję, że tylko się zdarzają, że nie trwają wiecznie) kiedy wszystko jest koszmarem. Sen jest koszmarem, praca jest koszmarem, brak pracy jest koszmarem. Człowiek budzi się z węzłem nerwów i strachu gdzieś w okolicach żołądka. „Muszę” – to pierwsza myśl, „Muszę przetrwać”. Mam co jeść, mam dach nad głową, mimo to, wszystko jest paranoją, wszystko jest trudne. Nienawidzę czuć się jak trybik w maszynie. Chciałabym zawisnąć gdzieś pomiędzy, nie czuć bólu i strachu, nie tęsknić. Odliczam dni. Ba! Godziny do powrotu.
Stańko. Nie wiedziałam, że to ta płyta. Popijając poranną kawę, dźwięki pierwszego utworu wbiły się w moje ucho: wieczór, wolny oddech, ciepło, wino i on. Wszystko wróciło jakbym nagle się tam przeniosła. Miałam wrażenie, że moje serce na kilka sekund się zatrzymało. Gdzie on teraz jest? Z kim on teraz jest? Co robi? O czym myśli? Czy choć przez chwilę przez cały ten czas pomyślał o mnie?
Góry, wszędzie góry i zielono. Nienawidzę. Tęsknię za śmierdzącym, zatłoczonym miastem. Tam można zamaskować swoją samotność przed samym sobą. Tu się nie da. Ta przestrzeń jest jak lustro – można zobaczyć jak bardzo jesteśmy sami i jak natura potrafi mieć nas w dupie. Nie pomóc ani trochę. Wszystko wymaga wysiłku. Jestem zmęczona. Potwornie zmęczona.
Wiatr mnie niepokoi. Prawie porwał pranie, które przed chwilą (...)
--- cały tekst ---
