miłość wyselekcjonowana czyli stawka mniejsza niż życie
najlepsze banany rosną na plantacji w Kostaryce.
Juan zrywa je codziennie i wkłada do tekturowych skrzyń.
Unia kocha żółte z zielonymi końcówkami
i o słusznych rozmiarach, więc świeża partia
przepływa ocean dojrzewając pod pokładem.
w jesienny poranek, na placu w Paryżu
u znajomego sprzedawcy, Suzanne kupi całą ich kiść.
uwielbia zapach pieczonych kasztanów i kształtne
banany w dłoniach. już dawno postanowiła,
że zostanie wegetarianką, zamieszka samotnie.
wieczorem, Juan wspólnie z rodziną, usmażą banany
odrzucone.
Żuławka Sztumska - luty 2009
W kontekście tytułu zrozumiałe jest nawiązanie do placu, Paryża i kasztanów. ;) Całkiem dobre zderzenie dwóch rzeczywistości, Jacku. Tylko końcówkę bym poprawiła - "wieczorem, Juan wspólnie z rodziną, usmażą banany odrzucone." - zmieniając na: "wieczorem Juan wspólnie z rodziną usmaży odrzucone banany" - z tym, że jednak wpadają na siebie te banany w dłoniach i odrzucone. Gdzieś bym zmieniła chociażby na "owoce". Kształtne owoce w dłoniach? Wiadomo, ze banany, bo jest "cała ich kiść". ;) No to dobrego :)
report
bardzo podobają mi się twoje opowieści :) co do bananów, to słyszałam, że do europy trafiają te pastewne, a najlepsze zostają tam :))
report
Dziękuję :))
report
nadal mam to samo wrażenie jak kiedyś. czytam i słyszę Cejrowskiego:-).
report