6 april 2022

Kaboom Kaboom

Żeby pokłócić się ze wszystkimi!

​Hm. Religia zaspokaja u mnie adekwatne rejestry pragnień, co sztuka. Czytając Biblię czuję się tak, jakbym słuchał Marylin Manson albo Romka Kostrzewskiego. Muzyka jest z resztą ponoć najbardziej intymną ze sztuk - rytm i melodia sączą się do twojej świadomości znacznie bardziej bezpośrednio, niż struktury w filozofii a nawet obrazy w poezji. Kiedy słuchasz muzyki, stajesz się nią.

Podobnie jest z teologią Pseudo-Dionizego Aeropagity albo innymi perełkami chrześcijańskiej myśli - czy to współczesnymi, czy sięgającymi dalej wstecz. Hegel pisał - sztuka, religia, filozofia. Z gradacją - sztuka najmniej miała mówić o rzeczywistości, wyżej była religia, a ukoronowaniem poznawczych poszukiwań człowieka była filozofia. Jego własna nota bene ; ).

Cóż w tym kontekście myśleć o wierze? Jest formą płonięcia. Przynajmniej z jednostkowego punktu widzenia. Wszystkie twoje nadzieje i obawy są tam już zawarte. Teologia albo kaznodziejstwo chwytają może dlatego, że uderzają tak głęboko, i to w najczulsze punkty twojej psyche. Dlatego niewierzący uważają to za najbardziej perfidną formę manipulacji.

Wg. Paula Tillicha wiara jest właśnie tym płonięciem, tym pozwoleniem sobie oddać się wszystkim swoim nadziejom i traumom, pozwolić im przemówić do twojej świadomości a może nawet opętać cię w jakiś sposób. Dla niego dogmat nie jest ważny, ważne jest tylko to płonięcie. Z doświadczenia - religia prowadzi mnie w niezwykle głębokie wymiary mojej własnej egzystencji.

Jest to odrobinę perwersyjne, przyznaję. Perwersyjne tak, jak perwersyjne jest wejście we własne traumy. Cóż, sam prawdopodobnie jestem nieco perwersyjny, spoglądając na wydarzenia, które mnie ukształtowały. Nie to, żebym chciał dzielić się winą czy niepowodzeniami, ale mam wrażenie, że każdy Homo Sapiens tak czy inaczej ma przydzielone sobie kilka decymetrów sześciennych perwersji.

Dlatego też pisałem o tym, że pomiędzy satanizmem a chrześcijaństwem znalazłoby się kilka punktów stycznych. Może to na prawdę tylko moja percepcja, a jednak wydaje mi się, że schodząc w głąb własnej duszy w końcu napotkasz na coś mokrego, ciemnego i trochę śmierdzącego. I to się okaże częścią ciebie.

Nie wiem, czy to jest jakoś szczególnie ortodoksyjne, natomiast o tym wymiarze doświadczenia pisze np. Flannery O'Connor, dziarska katoliczka. Dla mnie to teologia spoza uniwersytetu, może nielicencjonowana przez tego czy innego patriarchę, ale bardzo autentyczna. Podobne uczucia łączą mnie ze sztuką i sposobem myślenia Nowosielskiego. Próba wydobycia z perwersji - Prawdy, sięgnięcie po perłę, choć leży w błocie. Jung zapodawał adekwatny kontent, BTW. Kabała Luriańska również. Światło powstające z sublimowanego mroku.

Na razie tyle, pozdro

Cheval




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register