4 april 2022

O oddziaływaniach

Miarą sensu życia jest być może wpływ na obiektywną rzeczywistość. Robotnik może na cieszy się, iż mimo tego, że go opluwają, jest fizycznym fundamentem cywilizacji. Filozof cieszy się, kiedy miliony umierają z powodu wydanych przez niego książek. Jeden i drugi odziałuje. A ja próbuję spojrzeć na nich, by wydobyć z tego jakąś chłopską mądrość.

Znajduję ją chyba w kontakcie. Tam oddziaływanie jest najbardziej osobiste. Tam każdy grymas twarzy - o ile to przyjaciel - można zidentyfikować i dodać swoje wyjaśnienie. Zakładając, iż jestem człowiekiem dobrej woli, mogę prowadzić przez skromny ogródek moich myśli tych, którzy zechcą mnie słuchać. A oni nie robią tego, by szukać u mnie wiekuistej ani historycznej mądrości, trudno też podciągnąć to pod rozrywkę. To raczej potrzeba bycia razem i wspólnego błądzenia po traktach egzystencji. Jeśli coś nadaje sens życiu, jest tym przyjaźń. Mniej miłość - przynajmniej na dziś. Ta bywa zbyt toksyczna, zbyt histeryczna.

Chcielibyśmy więc mieć więcej czasu dla siebie. Chcielibyśmy umieć lepiej do siebie dotrzeć. Chcielibyśmy umieć tłumaczyć nasze idiomatyczne myśli na słowa zrozumiałe dla obojga. To się udaje. Poświęcamy sobie dwie godziny po trzy razy w tygodniu. Dyskutujemy o najwznioślejszych abstrakcjach by przejść do rozmowy o pogodzie albo rubasznych plotek. Wszystko, co wzniosłe, służy transferowi pomiędzy nami. Nie ma świętości, która miałaby nas podzielić, ponieważ to, co jest święte, jest między nami.

Prócz tego zostaje się w końcu samemu ze sobą. Jest się transformatorem napływających zewsząd prądów - w pełni znaczenia tego sformułowania. Prądy napływają od strony wysokooktanowej filozofii, od strony fizyki kwantowej, od strony lokalnych kuchni, od strony historii, od strony psychoanalizy i tak dalej. Czym więc jestem, kiedy te prądy do mnie napływają? Samym sobą raczej czy też jakimś chaotycznym polem wymiany energii pomiędzy rozmaitymi poziomami egzystencji? Personaliści twierdzą, iż tylko Bóg pojmuje nas w pełni, kiedy do każdego z przyjaciół ustawiamy się jednym z naszych oblicz. Ale cóż znaczy ten Bóg, którego nikt poza świętymi nie doświadczył, a jeśli doświadczył, był on raczej czymś w stylu Nirwany unicestwiającej wszelkie "ja" i "ego", jakąś ekstazą spowodowaną związkami chemicznymi w moim mózgu, albo natrętnym i prymitywnym sumieniem, niezdolnym do rozróżnienia niuansów? Gdybyż był taki Bóg, o jakim niektórzy mówią, byłbym z pewnością jego przyjacielem, bo, jak jest napisane, "od teraz nie nazywam was sługami, lecz przyjaciółmi".


list of responded items:

 

choose your artistic answer

 


number of comments: 0 | rating: 0/2 | report | add to favorite

Comments:




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register