28 february 2017

poetry

Deadbat
Deadbat

Gigantomachia

Nie umiem pisać (fakt :))
Nie znam właściwych liter

z tych niewłaściwych
sklecam bochomazy prymitywnych myśli
wstają z kolan giganty oblepione w głazy
wstają z kolan z ich oczodołów łez szumią wodospady
(niezdolne do życia bez żadnej pretensji do prawdy)
uśmierca je byle powiew z byle strony
Padają na ziemię kolejne wywołując wstrząsy
przeszyte nową myślą w samo meta-nie-serce
z czasem myśl kolejna może ułożyć skały całkiem odmiennie 
i nowego golema wskrzesić by powstał
lub na nowo zabić zanim wstanie z kolan

Jak mam przejść obojętnie
obok konających złudzeń własnej marnej jaźni
jak nie zapłakać nad ich marnym losem 
przeznaczeniem marnym
Nikt przecież więcej już ich nie zobaczy

Dlatego i z tą chwilą umieram po skrawku
ucząc się jak iść naprzód
ucząc się nie czuć żalu

nicnowego
28 february 2017 at 08:33

życie to droga przez mękę a golemy są intrygujące

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register