Zmiana sposobu prezentacji
Poszukiwanie wyzwolenia poprzez seks czy alkohol. Wyzwolenia z... klatki, życia, lęku, niemocy, smutku, spod presji. Może też z pomocą wiary chce się pokonać rozpacz, beznadziejność, niepewność, słabość, wątpliwości i ograniczenie do siebie, siebie, który zmieniać się już nie potrafi, skostniał.
Bóg, seks, wiara, natura są walką w poszukiwaniu wyzwolenia, drogą wyjścia z... krainy ziemi jałowej. Wyzwolenie to dążenie mające coś w sobie z woli mocy, chce się osiągnąć inną postać, być szczęśliwym, inny stan, lepszy stan, wolniejszy, swobodniejszy oddech uzyskać, oczyścić pole świadomości.
W ręku każdy trzyma karty samego siebie. Jest w rozdaniu niepewność, nadzieja, spryt, pracowitość, przyzwyczajenia złe i dobre, pragnienia, cele, dążenia. To stan na teraz i tym gram. Życie jest grą. W kuźni nowych kart też coś się dzieje przez cały czas, słabiej lub mocniej. Wyobrażam sobie nowe karty. To umiejętności i zdobycze (pieniądze). Ale we mnie jest zapłon, podstawowe popędy i dążenia też.
Samouświadomiłem sobie siebie i wchodzę z sobą w dialog by z głębi wydobywać skarby. A w ręku trzymam karty, wynikają z tego rozdania sprzed lat, ale nie były takie na początku, będą inne za jakiś czas. Może nie wszystkie. Może strach i niepweność pozostaną. Może nie u wszystkich są podobnie silne. W każdym teraz to moja baza, moje pole manewru.
W życiu też jest wiele rozdań, (...)
--- full text ---
Świat i widokówki chmury i gałęzie mgła i zmierzch aleja i wijąca się droga pośród wzgórz
one świat są naszymi słowami, nastrojami, naszą podróżą w głąb siebie nie poza siebie, ale właśnie do krańca siebie
do wszystkiego co się czai w nas i jest spowite mrokiem Dlatego trzeba iść wciąż przed siebie
, bo jesteś w domu, który cię pochłonie z czasem
Tysiąc prawd objawionych, świat, widokówka, zakole rzeki, rozpylona woda
, a nawet ta kaleka, ten korpus, ten kadłub, to cielsko fabryki, opuszczony hangar
Czy one się staną naszymi rodzicami? Ha, więc to musi zacząć żyć, jeśli chce tego dokonać
Nie, nigdy tego nie dokona Żyje ślina, Żyje wiatr, Żyje wielki ruch
Wielki ruch miasta też jest jednak porządkiem Lecz to jego dzianie się ma się ku końcowi
, zawsze jest naroślą, ruchem co pochłania jest ogrom i przelewanie się wody i lawina
Żywioły stężałe biegunów to potencjał zmiany Większy porządek wchłonie mniejszy
Rudyment, podstawa wchłonie, albo się co najwyżej schowa, stanie się widocznym tłem ludzkiej tragikomedii Ha, miasta tworzą ludzi, ludzie tworzą miasta Ludzi stworzyła natura Natura więc stworzyła miasta co jej są błędem, umysł jest jej dzieckiem niewdzięcznym
On żyje, on musi się podłączyć, on musi się ruszać, Rozwój?, nie chodzi o rozwój
Chodzi o podtrzymanie życia, o dodawanie mu sił Wielkie państwa, (...)
--- full text ---
Rzeczy doskonałe i skończone, w rozkwicie, na szczycie, za którym tylko rozpad, rozprzężenie, cofanie, uwiąd - to spotyka wszystkie twory natury. Nic nie jest na tyle skończone i na tyle czyste, czy cenne, by nie miało zostać zniszczone. Zarówno kamienie, jak zwierzęta i rośliny. Szczyty są różnorodne. To płodność, siła i największa senoryczność, sprawność umysłowa i zaangażowanie. Potem to przemija i są tylko resztki ze stołu życia, wspomnienia.
Naturalny szczyt. Coraz lepiej się przystosowują kolejne wersje, ale wraz z nowym cyklem zmienia się środowisko i znowu modyfikacje i znowu. Tak razem to się splata, dąży - to się da uchwycić, choć to nieświadoma właściwość. W pamięci genetycznej zapisują się najlepsze, a raczej różne rozwiązania, tak że mogą się pojawić w dowolnej, nieoczekiwanej sytuacji. A cały czas tworzą się też nowe zapisy.
Czy doskonałość jest celem natury? - Ona nie jest jej celem, ona wciąż tworzy nowe, nic nie jest trwałe, więc nie jest burzycielką, ale taka jest właściwość rzeczy tego świata. Ale co można wyróżnić, o co mi chodzi, co jest w każdym tworze na pewnym wąskim odcinku jego trwania, to największy polot, energetyczność, fantazja - młodość, czystość, dziewiczość - jako pewna wersja, gdy ma się przed sobą tę chwilę, można to celebrować, aż szkoda to naruszyć, ale trzeba - to ten moment. Dziewica to w sumie symbol seksu właśnie, symbol (...)
--- full text ---
Dedukcja pełna błędów - Żywioły czyli zmarnowane życie - Echa
Ogień oczyszcza i zabija.
Woda chroni życie, pozwala mu istnieć, oczyszczając, balsamując
i duszę i ciało; jest przecież kolebką.
Czasem pragnę kąpieli w ogniu by się zabić jak bezmyślne dziecko.
Przyjazne życiu mogą być ogień i woda i powietrze i ziemia.
Ogień nie może być jednak środowiskiem życia jak woda, powietrze czy ziemia.
Ogień, powietrze to przyprawy. Woda i ziemia to co innego.
Ogień jest tylko potrzebny by dawać ciepło, energię, swoje echo.
Echo powietrza, czyli wiatr do niczego nie jest życiu potrzebne by powstało, raczej powietrze samo w sobie - chociaż jego echo mogło mieć swój udział też.
Ziemia była natomiast niezbędna jako ona sama. Ziemia nie ma echa, nie ma mniejszego stężenia ziemi, a jeśli jest to nie echo, jak wiatr czy ciepło. Echo to zostawiony ślad.
Ale może jest jakieś promieniowanie ziemi. Tak, ziemia ma echo, to grawitacja.
Kolebką życia była zaś gęsta, dająca schronienie ciecz, gdzie lewitowały pierwsze organizmy.
Uważajcie, bo w jądrze ognia - kto by pomyślał, że kryje się on w głębi ziemi - nie ma oczu i serc, a tylko popiół, nadzwyczajna aura jedności, wolnych pulsujących gwiezdnych pięści,
żelazko, rozsupłany węzeł elektronów i wiązań materii, zupa szalonego Boga.
Woda też może zabić, ale przechowa życie, przechowa w gniciu,
w zaduchu izby, ciszy.
Do niej idziemy (...)
--- full text ---
pętla czasu zacisnęła się na mej szyi
nadszedł czas zapłacić za tymczasowe odsunięcie
twarzy prawdy
miała ona beznadziejny wyraz
zrobiło mi się za ciasno w skarpetkach
więc przypomniałem sobie
o potrzebie, o jedzeniu, o piciu
o ruchaniu i żadna z tych rzeczy
nie dała się teraz wykorzystać
ostatni raz zdarzyła mi się taka chwila w autobusie
Trzeba się sobie dać zabić
W taki czas z chęcią zapierdolę wrogów
w twarz
zajmę się rozmową z dziewczyną i odrzucę
wstyd
Wręcz rozwiążę wszystkie problemy
prócz tego jednego
Rozwiążę jego - wszystko się rozpadnie
Lecz póki co Chaos zebrał się w sens
za sprawą swej alternatywności wobec zła
Jeśli się rozwinę nic nie uczynię
Jeśli się w sobie skulę osiągnę cel
lecz jedynie zastępczy
Bo wszystko co robię
jest zastępcze
Nie potrafię nic robić bez motywacji porażki
Z Bezruchu powstała, w bezruch się obróci,
znudzona sobą, zgwałcona przez życie
maszynka sprzeczności
No więc problem nierozwiązany jest
Mózg przechodzi w samowystarczalność.
Spojrzałem w twarz prawdy i odwróciłem się.
Nerwy mam za słabe, by jasność myślenia
wypełniła mnie i moje czyny.
Ale, że ciągle majak trwa, to jedno
jeszcze wiem.
Roślina piękna, przykryta folią,
--- full text ---
Tchnienia życia i śmierci są bezcelowe.
Gniewy bezużyteczne.
Cel to coś, czego nie posiada ani wiatr, ani wulkan - tylko zwierzę i człowiek.
W którymś momencie ślepy rozpęd nabrał celu.
Ale celi jest garstka. Cel, użytek, nie obejmuje tego, że się żyje.
Po co się oddycha ? - mimowolnie - oddycham, bo oddycham, a nie oddycham by żyć. Dopiero jak odbiorą mi powietrze, wiem, że nie mogę robić tego, zauważam że to robię, budzę się.
Normalnie nie wiedziałbym nawet, że mrugam, gdyby nie lustra.
Aktywność natury nie zna celu.
Ale uczucia mają cel, przynajmniej cel do osiągnięcia w homeostazie organizmu. Ma zajść przesilenie, ma się coś zbilansować, ale często jest tak, że gniewy są bezużyteczne,bezcelowe, bo widocznie tak zrodziła się wola, na bazie ślepego rozpędu. Biją więc w nas, w nasze wrażliwe punkty, aż dochodzi do otępienia.
Wytracić uczucia, wytracić gniew i miłość w powietrze, bo są -" Gładko przepuszczam swe życie na oślep rzucone" - i dać im ujście czasem znaczy - mnożyć nicość, poruszać się w próżni, wypalać. Ale przecież większość rzeczy jest bezużyteczna, życie i śmierć przede wszystkim, bo tylko w ich granicach funkcjonują dążenia do celu, ale one same po prostu są aktywnością zamkniętą - a więc, co sprawia że jest ból?
Może posiadanie celu, może chęć jakiegoś osiągnięcia, a może (...)
--- full text ---
Dlaczego nie mogę żyć samymi oczami.
One zawsze były szczęśliwe patrząc i karmiąc się i sycąc.
One były szczęśliwe, a nie te kłębowisko flaków i pająków.
Dlaczego?
Ból to rozkosz, rozkosz to ból.
Granica natężenia lub interpretacji decyduje co jest czym.
Mógłbym zrobić wypad na Majorkę i skok na bank i zgwałcić kogoś i to by było równoważne (raczej chciałbym). Zabić i ocalić równoważne. Nie ma jak oceniać, wystarczy, że jest co robić.
Taki czas, że rozwód czy śmierć, czy ta czy tamta - to kwestia podszeptu natchnienia, intuicji, magii chwili, bo moralność została wysłana do diabła.
Ja mam się w sprzecznościach. Wola jest sprzeczna - jest amebą, co wypuszcza swe wypustki w różne, czyli pozornie sprzeczne strony naraz; podlegamy rozrywaniu się, trzeba iść za głosem najsilniejszym - wikłać się musi i to jest sztuką by widzieć ponad sprzecznościami jedność, syntezę. Żyje się dzięki sprzecznościom. System niesprzeczny wznosi się ponad rozdarcia (dionizyjskość, ale to nie to samo co złoty środek). A więc z dystansem. Im silniej się żyje, tym sprzeczniej.
Pomyślmy o mózgu, o tej świadomości, która patrzy na świat i siebie coraz bardziej wyraźniej i kiedyś będzie widzieć ze szczegółami wszystko. To jest rozkosz przedwczesna kokainisty.
Symbole boskiej szczęśliwości, przejrzystości, błogości i wizje - czy (...)
--- full text ---
