Belamonte
ALL WORKS Poetry (61) Prose (7) Diary (5) Photography (12)
About me Friends (2)

Zmiana sposobu prezentacji

17 february 2013

poetry

Belamonte
Belamonte

Julia (dwa puzle)

- Słabość, żałość, czułość - Czy to miłość?

Nikt tak nie mówi, na białe karty księgi nie wylewa łez
Słowa mają znaczenie praktyczne i mgliste
A symbole powszechne i nieosobiste
Nie widziałem od dawna słów spowiedzi, westchnień
Próśb o niewiarygodne zrządzenie bogini Wenus
Ludzie nie majaczą, nie puszczają soków wbrew sobie
Nie bezosobowią się przepychem snów, rojeń wyciekłych z oczu
Bezwolnych
Takiej dezindywidualizacji nie ma
Takiego odkrywania głębi, takiej zatraty w życiu

Nikt nie upija się nawet by prosić o miłość
Bo wszyscy szukają jej w samochodach i willach
Istnieje tylko to co ma praktyczne znaczenie
Seks dla bezdusznych wiedźm to czasami jeszcze zatracenie
Lecz powszechne i powszednie i gdzie szukać miejsca dla siebie

W śmierci sennej, w rzece, w lęku o smaku wina, rozkładu
W przetapianiu się na miecze tnące powietrze
I stopnie schodów wałęsające się odśrodkowo wzwyż
Nie wiadomo po co, nie wiadomo gdzie
(...)

--- full text ---

9 february 2013

poetry

Belamonte
Belamonte

Burza

zbiera się od lat
dawno przeszła
oddychała śmiercią i malutkimi pyłkami
zwierząt biegiem
prężącym się dzieckiem
wirem skał i powietrza

dziś smukliła grzbiet kota, ciśnienie na wyżynach podniosła
zgubiła pantofelek
odtąd pająki szukają księżniczki w podróży doślubnej

jutro się zagęści w szklance osad, będzie purpurowa suknia nieba
potopiła narody w soplu lodu
kłębi się kolorytem uczuć
Wielka Rodzina

wyruszyli pielgrzymi nicości do gwiazd
w oczach Ziemi odbitych w moich
cały sen zszedł na Nową Ziemię ukształtowaną Bożą Ręką
unicestwiony na tarasie wygłasza proroctwo męki mrówek
konających w zawieszeniu

pomiędzy promieniami a ciekawością okrutnej dziewczynki i jej wiernego psa
(...)

--- full text ---

1 february 2013

poetry

Belamonte
Belamonte

Oddech ostatni

Dużo ważnych egzaminów życia nie zaliczyłaś. A gdy od początku idzie źle nie można spokojnie żeglować dalej. Powinno być inaczej. Taki obiekt zaczyna sobie to z czasem uświadamiać, przypominać, żałować, rozumieć - czuje się słodko i źle, a świat czeka - w czasie i istnieniu nic się nie zmieniło. Nadal masz przed sobą szczyty gór, za górami krainę szczęśliwą Sindbadzie...

To z jednej strony dobrze, że zostają nam jeszcze spóźnione inicjacje i wiara w Dojście Do Siebie. Uparte choróbska i pokonywania lekarzy - pseudobogów przesilają się wciąż na drodze ozdrowieńca odrabiającego zaległości życia. Droga - nasza nisza w świecie - na której są właściwe jej zadania do rozwiązania...

Nie lubię tanich egzaltacji, jestem robolem zwykłym, moge sie napić wódy, pożartować o babach, moge się zakochać i przekonać o fałszu, a potem znowu iść do przodu, aż się okręt zatrzyma, płatki śniegu zaczną opadać, spokojnie, spokojnie, uspokajać się będzie umysł skrawka terenu ziemi, przyciskać trawy do granitowych płyt, ból odchodzić z ostatnim najwolniejszym oddechem Nagrody, wreszcie w naturalnym stanie - Na granicy - wśród odzyskanych snów zmieszanych z robactwem Ziemi...

Uwolnienie okrętu, za przykładem spadających płatków, za przykładem toczących się idealnych kół po zboczach równin, gdzie między  kośćmi zwierząt hula wiatr, gdzie w szczeliny ziemi wsiąkają igły promieni...

Za przykładem rozpędzonych, rozproszonych, niknących w oddali Napisów...

Myślenie obrazami spoza jaskini, wieczny odpoczynek, bycie w materii, stanie się ptakiem, wodospadem, spokojem pustkowi, bezbolesną ciszą zmierzającą do zapłodnienia i rozwiązania...

Wydychając...
Spadając...
Czekając...

12 december 2012

poetry

Belamonte
Belamonte

Znalezisko

tańczących odnajduję
odnajduję twarz Boga, którego nie widziałem
szukam szczęścia, którego nie zaznałem
ale wiem, że czeka

mogę skończyć modele lotu ptaków
maski umierających, krzyki rodzących, ruchy tańczących
wziąść odłożone na później składniki życiorysu
i zająć czymś ręce oraz serce
a nawet trzodę dziewic i piratów
pędzących na koniach w aury wulkanów
wybuchy gwiazd sprzed lat
narodziny pieszczot

dokończyć starego dzieła chłopca
co idzie wieczorem do salonu gier
lub słyszy gołębie i biegnie do parku
a wieczorem wraca pilnie się uczyć
i ogląda starą pajęczynę

pociągi kuszą w koleiny nowe
które są tajemniczym rozwinięciem
od lat  teraz zawsze
(...)

--- full text ---

8 december 2012

poetry

Belamonte
Belamonte

Ballada o kapciu

Jestem starym kapciem
O rozlazłych szwach
Co po polach biegał
I se fruwał w las

U zbiegu rzek i brzegu spojrzenia
Był najodważniejszym
Dzieckiem wszechpromienia

Pana nosił w sobie i na łóżku kładł
Sam posłusznie legnąc na podłodze
Czasu szmat

Nie zazdrościł samicom ani wielkim ulicom
Wieżą ciśnień i pluszowym misiem trochę chciał być
Oraz Bogiem
Lubiał pot i kurz i wilgotny stan
Z czasem się pojawiających plam

Nie bał się człowieka i z nim raźno szedł
Na spotkanie tęcz i gór i rzek
Bo w swej wyobraźni duszę w sobie miał
Najuczciwszą duszę jaką widział świat
(...)

--- full text ---

6 december 2012

poetry

Belamonte
Belamonte

Piramida (wzrok)

Piramida Ciał Z Okiem
od podstaw mosty buduje iskra w ciałach
dąży do spotkania z samym sobą
ojcem
ciał piramida
porozumienie
drabina
rozbłysk na szczycie
spotkanie ogarnięcie wyjście w przestrzeń
wyższa forma świadomości
poziom najwyższy płonie
wnika we wnętrzności i wnika w zwierciadła
promieni zespolone na szczytach

Poruzumienie Upadających Wież

czyste oko widzi obrazy, rysuje formy
ruchem obrazów steruje jednak
pozaobrazowa pozasłowna tkanka sensu -
dusza zrodzona przez kosmos -
określi wyjście w te formy i taniec form w lustrze

mieszka w uczuciach reakcjach
(...)

--- full text ---

20 november 2012

poetry

Belamonte
Belamonte

No chodź

masz męża, masz dzieci, już druga
... no chodź
muszę iść do pracy, już późno, bądź dobra
... no chodź
już zmieniony opatrunek, trzeba spać
... no chodź
zobaczą nas, to nie ma sensu, jesteśmy inni
nie lubię cię, jesteś za stary, nie znasz życia
... no chodź, twoje ręce leczą, przyłóż je
jesteś cudotwórcą

19 november 2012

poetry

Belamonte
Belamonte

Oda do lgnięcia

oddam boską cześć lgnięciu
dopłynę do niego, obejrzę się z jego pokładów w rejsie
w okręgach się zbliżę, niech zwali i skusi i będzie żaglem
w który dmuchać będę i prostować i giąć się
dobijać do bram przewrócony na wskroś, na wyrost, na wspak
doczołgany, doprowadzony, przypchany, przyciągnięty
rozkochany w zagięciach boskiej tkaniny
szwach ubrań, przerwach, łączeniach, uskokach
w nieskrępowanej grze cieni

śmiertelnie życiowo

rozpłynąć się w tych nicościach w których mieszka Bóg
rozlać malinowym sokiem
w szczeliny ognia, w szczeliny samego siebie, szczeliny światła
gdzie mieszka wstyd i tęcza
gdzie wraz ze zmianą kształtów pojawia się tysiąc i jeden dusz

do przyjaciół podążyć dalekich
do głowy ptaków
do chropawej skóry drzew i samic
do doskonałego dnia pełnej świadomości
do czasu, czasów i połowy czasu
(...)

--- full text ---

18 november 2012

poetry

Belamonte
Belamonte

Schizma

Nie ma dla mnie czasu, nie ma czaru, tylko obszar głodu, tylko łóżko przyjaciel nocnych tortur (świadomości oddalenia)
Jako Pająk Głodu od środka chcę budować galaktykę więzi, Oni czekają, są we mnie
, wspaniali wrogowie i przyjaciele z czasów gdy wierzyło się w szczęście - zaparkowałem amfibię na lęku lustrzanym - przecież pustką oddycham, niewiarą w szczęście wpajaną -
Nie znam ich
, nie znam sposobów na życie, jestem martwy, tak chce Biblia
, po ulicach można spotkać włóczące się, dość płodne tutaj, prawicowe niazaspokojone rozkręcone bestie - w ich pokojach męczyć się będziesz jak z duchami piekieł - a szedłem na łąkę, lekkim krokiem od środka, zachęcałem blond włosy i psiaka ze zdjęcia byśmy poszukali świerzych zapachów - a to się zmieniło - ześlizgnęło -
Podejmuję próbę, oby nie torturować obecności co już są - może tym razem zjawią się niezaprzeczalnie zapisani, niezaprzeczalnie wybrzmią, nie wmówią mi grzechu moje chore myśli, nie cofnie się ślimak, łania znajdzie drogę do nieba, otoczą mnie moje ręce, głowy
, oczy, lustra, dendryty z mózgu rozrosną się na niebie, wyjdę z siebie
, ptakiem, statkiem, żeglugą, będę zasypiał obok niej i budził się przy niej
, nieudane dni się pojawią, tragedie, żal, życie i pełnia, nowy lęk, łóżko będzie przyjacielem nocnych rozkoszy (niemożliwości)
, otworzę drzwi na słońce i ujrzę cały wachlarz ludzi, bestii i gadów
, co w mojej sieci będą przebierani jak gruszki ulęgałki w obecności prawdziwej, w ideale szczęścia
, żywego uwikłania całym sobą
, więcej lgnięcia niż wstrętu
i siły, okrutnej dobrej siły...

9 october 2012

poetry

Belamonte
Belamonte

Angela Braun

Dziewczyna Hitlera, albo o ...
                O ciele i duszy, życiu, pogańskich przejawach złudzeń

Angela Braun myje usta w kremie
pisze listy w języku Suahili
dzikie plemiona sprzedają jej ziarna, sperme
i żebra ze zwłok gigantów

Angela Braun fruwa, je, targana za włosy
krzyczy, biega po lesie, spływa na kawałku kory
dymi z rumowiska skał
wyłania się z mrowiska
krąży po ziemi w pociągach
zamiata wiatrem jak warkoczami
Jako deszcz widziała nasiona w ziemi
ziarna w kłosie, pchły w sierści i krew
na trotuarze, a jako promień słońca...

zgniotła ją ręka pary i grawitacja słońca
pustynia ją ogłuszyła, a trawa oślepiła
mrok ją porzucił, ubrania ją zjadły
porasta blizną na małym skrawku nieba

(...)

--- full text ---

8 october 2012

poetry

Belamonte
Belamonte

Słomkowy kapelusz

beztroska słoneczna
na czyjś koszt, światło rozpościera i przenika
w kolorze piwa i słomy, uparzgnięci na lato
na wyświatlanych filmach lasy, kajaki, czyjaś parasolka
słomkowy kapelusz, huśtawki
odgłosy kur w zagrodach, żółte ślepia jaszczurek
świergot ptaków
na plecionce wzór, to ja i moje wyprawy do jarów
do rozpryskujących obrazy i dźwięki i myśli domów
w naturę lękowe zanurzanie w nicość
promień dzierga w szczegółach, w dal rzeźbi
pogania stwory do szukania swego cienia, rozrywa się na strzępy ciał
ja się przemieszczam, one się przemieszczają
wola życia się przemieszcza
w potoku zanurzona ręka Ojca ratuje dziecko
kapelusz popłynął
świat zwinął się w kapeluszu
świat jest ze słomy zbudowany
śmierć ustępuje chwilowo, nie zagarnia widoków myśli przyszłości
ciała są żółte, napój klarowny pozwala widzieć
wszystkie modulacje światła, widać, czuć, słychać
ciężar powiek, zbiegi plecionki rzek, na oczach, na włosach, na kapeluszu
ból przywiązania, rysa pierwszej miłości, lekkość płynie w dal
(...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register