3 january 2012

Clubbing, rozrywka, czy ciężka praca?

Nie omijają dobrych imprez, błyszczą na parkiecie, ściągają ciekawskie spojrzenia i zawsze są modnie spóźnieni. To stali bywalcy klubów, przedstawiciele nocnego życia. Pojawiają się w miejscach gdzie tradycyjne piwo dawno już stało się passe, wyszczuplające majtki zastąpiły wygodną bieliznę, a swobodny styl bycia został wyparty przez manierę i starannie dopracowaną sztukę flirtu. Czy dziś w ferworze nienagannego wyglądu, właściwego obycia i odpowiedniego sposobu bywania clubbing to wciąż tylko forma rozrywki?

Początkowo słowo „Clubbing” było tłumaczone jako zjawisko polegające na partycypowaniu w imprezach tanecznych, a także spotkaniach młodych ludzi bawiących się w rytm muzyki przygotowanej przez DJ’ów. Z czasem zmodernizowano to pojęcie przekonując, że to też pewien styl życia, podporządkowany weekendowym (jak również co jest popularne obecnie) wyjściom na tygodniu. Dziś Clubbing to już „religia”, której praktykowanie pozwala  na uwolnienie myśli, odcięcie się od rzeczywistości i nakierowanie na wyzbycie negatywnych emocji. Nic więc dziwnego, że wciąż przybywa jej nowych wyznawców.

Fenomen clubbing’u zaczął powoli obiegać Świat już w latach siedemdziesiątych, a popularność takich filmów jak „Gorączka sobotniej nocy” z płynącym po parkiecie w rytm muzyki disco  Travoltą tylko przysporzyły mu popularności, by w latach dziewięćdziesiątych mógł zawitać z ekscytacją w otwieranych warszawskich klubach. Ze zjawiska wyodrębniły się popularne wówczas młodzieżowe dyskoteki i organizowane głównie w kurortach wypoczynkowych dancingi. W pierwszych uczestniczyli przeważnie uczniowie szkół ponadpodstawowych, tańcząc w rytm muzyki popularnej. Dancingi natomiast skierowane były do ludzi starszych, gdzie nie obowiązywał żaden szczególny dress code. Szybko okazało się jednak, że clubbing nie ma sobie równych, zrzeszając zarówno młodzież, jaki i nieco starsze, choć wciąż młode duchem osoby, na stałe zadomowiając się w kalendarzach ludzi na niemal całej kuli ziemskiej jako „pomysł na wieczór”.

Z czasem na świecie jak również w naszym kraju udało się wyłonić rodzaj społeczności oponujący za tą formą spędzania wolnego czasu. A mianowicie, imprezowicze nie mający  specjalnych wyznaczników wiekowych, ludzie otwarci na nowe znajomości, lubiący atencję i uzewnętrznianie swoich emocji w tańcu. Najczęściej jest to wieloklasowa, wielokulturowa, zróżnicowana mentalnie społeczność stapiająca się w tyglu tak zwanych klubowiczów. Społeczność na pierwszy rzut oka jednorodna, różniąca się między sobą nie tylko stopniem wykształcenia, wysokością rocznych dochodów, ale także  celowością bywania w klubach.

 Przy założeniu różnic finansowych oraz światopoglądowych wyróżniamy kilka powodów bywania w klubach. Pierwszy, a zarazem oczywisty to rozrywka i chęć oderwania się od codzienności, jednak wśród tak niejednorodnej grupy wyodrębnić można bardziej szczegółowe motywy preferowania omawianego stylu zabawy. Wystarczy spojrzeć na  studentów, zazwyczaj bywają oni w miejscach gdzie można zarówno potańczyć, jak i przede wszystkim napić się taniego piwa. Tę grupę bardzo łatwo rozpoznać ze względu na: ograniczone finanse, brak obycia i niewyrobiony smak. Ubrani w jeansy, wygodne buty, dziewczyny w niedopracowanych make- up’ach i włosach spiętych w koński ogon. Spotykają się w niepopularnych miejscach, by się powygłupiać i wypić kilka piw. Ta społeczność zazwyczaj skupiona jest na własnym otoczeniu, z niechęcią, a raczej z obawą spogląda na „obcych”, bardziej wyrobionych i doświadczonych klubowiczów.

 Kolejna grupa ludzi wychodzi do pubów by kogoś poznać, wybiera miejsca staranniej, często śledząc imprezy okolicznościowe. Czasem są to studenci, przeważnie starszych roczników, lub ludzie pracujący. Wychodzą w kilkuosobowych „zespołach”, lub po dwie, trzy osoby. Kobiety cechuje mocny makijaż, szpilki i wydekoltowane kreacje. Mężczyźni przeważnie mocno skropieni piżmowymi zapachami, w eleganckich koszulach pozują na amantów, kolejnych Timberlake’ów. Ten gatunek miłośników nocnego życia zazwyczaj siada przy barze, skąd może  bacznie obserwować otoczenie, powoli sącząc kolorowe drinki i szczodrze rozdając uśmiechy każdemu napotkanemu spojrzeniu. Kolokwialnie można tę grupę podporządkować pod kategorie „łowców”. Ich dobrze wystudiowany język ciała  nawołuje:  „jesteśmy młodzi możemy się zabawić”.  W tym celu nie wahają się używać tradycyjnych, lub nowo nabytych umiejętności wabienia potencjalnej „zdobyczy”. Instynktownie odnajdują się między sobą, oferując milczące przyrzeczenie: „Obiecuję Ci rozrywkę, przyjemność oraz to, że Cię nie opuszczę póki nam się nie znudzi”.

Jak w każdej zbiorowości i w tej znajduje się odłam, nazywany przez macierz: „naiwniakami”. Są nieco gorzej ubrani, mniej skropieni perfumami, o zbyt nawet dla nich samych rzucającym się w oczy usposobieniu, co zdaje się mówić: „jesteśmy dość fajni, nie potrzebujemy się zanadto lansować”. Pozornie ciekawi, jednak to grupa desperatów, bywają w miejscach gdzie występuje duża rotacja różnych grup społecznych, o wspólnym mianowniku alkoholowo- zabawowym. Niby niczym się nie różnią  od „łowców”, jednak w ich  „beztroskich” uśmiechach można dostrzec nutkę niecierpliwości i podenerwowania. Oni również szukają trofeum, jednak nie takiego, którym można się zadowolić przez jeden, bądź nawet kilka szalonych wieczorów.  Szukają jelenia, którego głowę można na stałe powiesić w przytulnym salonie, ku zazdrości innych członków watahy, których łowy nie były tak owocne. Być może to mrzonka, bo jak mawiają niektórzy, choć na tym rynku występuje hossa oferujących, to mogą zapewnić jedynie niezobowiązujący kontrakt i dobrą zabawę.

Następną grupę tworzy dziś bardzo popularne zjawisko bywalców, jej członkowie pojawiają się tylko na starannie wyselekcjonowanych imprezach, nigdy nie stoją w kolejce po drinka i zawsze trzeźwo i świetnie prezentują się na parkiecie. Ubrani w markowe ciuchy  w udawanym zamyśleniu, niby mimochodem prezentują najmodniejsze gadżety z prywatnej loży. Ta zbiorowość jest najbardziej pożądana przez menagerów i właścicieli klubów. Dystyngowani, posiadający nienaganne maniery, dobrze reklamujący swym wizerunkiem lokal i przede wszystkim zastawiający najwięcej pieniędzy za drinki, których w większości i tak nie wypijają. Ta kategoria lubiących nocne życie wychodzi na miasto głównie po to by bywać, spotykać i poznawać nowych ludzi, a przede wszystkim promować swoją osobę. Celów takiego bywania jest wiele, głównie chodzi o zawarcie korzystnych koneksji, podtrzymanie starych. Motywem może tu być: pozyskanie nowego klienta handlowego, chęć zmiany pracy, wypromowanie swojego przedsięwzięcia, a jeszcze innym pokazanie się w  „towarzystwie”.

Ten sposób pojmowania clubbing’u, tylko z pozoru przypomina rozrywkę, jest to raczej zabieg marketingowy. W tym przypadku niezwykle ważna jest samokontrola, choć pozornie ludzie Ci są otwarci i rozbawieni, w rzeczywistości bacznym okiem obserwują otoczenie, by ocenić jak są przezeń odbierani i upewnić się z kim jeszcze warto porozmawiać, lub chociaż podać wizytówkę. A perlisty śmiech, kolorowe drinki chluboczące w różnokształtnych naczyniach i nienaganny look może zwieść tylko osoby nieznające dzisiejszej panglobalnej definicji clubbing’u.

Starając się jednak nie szufladkować żadnej z tych społeczności należy przyznać, że grupy te przenikają się, a ich członkowie mogą swobodnie zmieniać kategorie. Będąc raz łowcami, a innym razem bywalcami, lub na zawsze porzucać przynależność danej kasty klubowej i integrować, bądź asymilować się w nowej. W strategicznym podejściu do clubbing’u nie możemy upatrywać tylko ostatniej z wymienionych grup. Niezależnie od postrzegania imprez w klubach w kategoriach spontanicznej rozrywki, czy zabiegu PR’owskiego, ostatecznie każdy z nas by dobrze się bawić potrzebuje akceptacji ze strony środowiska, chce być odbierany w pewien sposób i przynależeć do konkretnej społeczności, a to wymaga pewnego wysiłku i wkładu w prezentacje własnej osoby.


number of comments: 2 | rating: 3 |  more 

Wieśniak M,  

zabrakło mi w tym przeglądzie form clubbingu, parę słów o uzależnieniach od tych wyjść, od tego sposobu spędzania wolnego czasu:)

report |

Lady Ann,  

Oczywiście, ze problem został nakreślony, jednak w dość subtelny sposób, gdyż nie to było przedmiotem rozważań. Patrz drugi akapit :) Pozdrawiam

report |




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1