Zmiana sposobu prezentacji
Przeszłość zatrzasnęła za mną drzwi z hukiem. Pozostał całkiem niejasny aspekt przyszłości i jeszcze bardziej mglista teraźniejszość. Przespałam ostatnich kilka lat, a może całe życie. Wierzyłam w bajki, jadałam co mi podawano. Albo inaczej. Sama karmiłam się pustokalorycznymi mrzonkami.
Czasem wole myśleć, że jestem słaba, że jakoś to będzie. Wierzę w predestynację, jeszcze lepiej bo za życia. Zawsze miałam skłonności do przeszłości i trudnych przypadków. Historia, książki, ale to bym zmyśliła.
Ciężko jest być dorosłym. I to jest jak demon. Kiedy zaczynasz żyć i wierzysz, że jest juz za tobą. To nagle dopada cię jak śmierć, czy inne olśnienie.
Ale zawsze wstanie nowe słońce, marzenia i nowe perspektywy. Wiem, że już niedługo, któregoś czerwcowego dnia, może nawet dzisiaj...
W efekcie zdążam naprzód, krętymi drogami, trafiam pod tamte drzwi.
Delektował się tanim tytoniem, skręconym naprędce w wymiętą bibułę. Dym koślawego papierosa szybkim strumieniem umykał przez uchylone okno, rozpuszczając się w rześkim powietrzu, gdzieś pośrodku osnutego mgłą Pont Royal. Dawał mu tę rzadką przyjemność, jaką daje absolutna pewność siebie, wygładzając skonsternowanie jakiego doznał przed kwadransem.
Cóż on może wiedzieć? – Zapytywał sam siebie. – Może i ma tę przewagę w postaci publikacji, ale ha! Ja nie popełniłem klasycznego banału. Posiadam świeżość umysłu, niezmąconą standardami myśl, a ponad wszystko potrafię wyczuć nastroje społeczne.
Powyższy stan nie trwał długo. Im bardziej kurczył się papieros, tym mniejsze stawało się jego ego. Wydawało się, że cała pewność ulatuje z dymem, pozostawiając go z poczuciem nicości. I tak rozpoczął wewnętrzną walkę, drapiąc się po głowie, chrząkając, zastanawiał czy rzeczywiście powinien wziąć zasłyszane rady na warsztat, czy zwyczajnie puścić je mimo uszu. Dręczył się, robił szkice dans son esprit. Był pewien mocnych stron swojej literatury, jakie niewątpliwie stanowiły suche fakty, kontrastujące z jaskrawymi opisami. Problem polegał na tym, że te wypełnione subiektywnymi opiniami stronice pozbawione były życia.
W efekcie odganiając widmo frustracji, sięgnął do wytartego, skurzanego portfela i zaczął liczyć pieniądze, które wbrew opiniom (...)
--- full text ---
The young woman and the desert
MŁODA KOBIETA I PUSTYNIA
Miała 27 lat więc była wciąż młoda, a przynajmniej za taką była postrzegana w swojej epoce. Tleniła włosy na blond i miała pełne nadziei zielone oczy, które powoli zachodziły mgłą. Z pozoru była jak one wszystkie, ale miała bardzo starą duszę, nikt nie odgadł nigdy, że żyła na granicy światów. A w tle było słychać muzykę.
Zrzuciła szpilki, mozoląc się z trudnym do opanowania zasuwaniem na plecach.
- Wychodzi na to, że po alkoholu kurczą mi się ręce. - Powiedziała do siebie nie mogąc rozsunąć sukienki, którą jeszcze kolka godzin temu sama zasunęła.
Tak, wszystko musiała robić sama, bo była sama. Żadna tragedia dla współczesnej i pozornie wyzwolonej kobiety. Nim się jednak obejrzała ze wszystkich jej nowoczesnych przyjaciółek ona została tą najnowocześniejszą. No bo jakoś przegapiła moment, w którym trzeba było postąpić rozsądnie, a więc przycisnąć któregoś i powieść przed ironiczne oblicze księdza.
Marzyła jednak o księciu. Nie bądźmy śmieszni w bajki już dawno przestała wierzyć, z wyjątkiem tych kilku Jane Austen – z tego się nie wyrasta. I pomimo swojej rezerwy wobec związków chciała wyjść za mąż. Problem był jeden. Była cholernie romantyczna. Chciała się budzić u boku ukochanego mężczyzny, czuć motyle i mdłości, chciała by co rano całował ja czule i (...)
--- full text ---
Gładka, rozgrzana od gorącej kawy dłoń sięgnęła do grdyki Buddiego muskając ją przelotnie, w sposób charakterystyczny dla ludzi chcących wzbudzić zainteresowanie, czasem pożądanie.
Zapach różanego szamponu i taniej nikotyny dostał się do jego nozdrzy, do mózgu, rejestrując wszystkie synonimy słowa zachwycająca, a w końcu do krwiobiegu, wartkim strumieniem ożywiając każdą najmniejszą nawet tkankę, bezlitośnie opanowując całe ciało.
-Niezła laska, z tej naszej Suzy. - Wulgarnie sapnął, leżący obok Malcolm, kundel rzecz jasna.
- Ale jest moja! - Po mimo swojego wieku z refleksem odszczeknął Buddy, szczerząc pożółknięte, stare zęby.
Młoda dziewczyna, spiesznym krokiem ruszyła w stronę zaparowanych nieświeżymi wyziewami drzwi. Była zadowolona, jak zawsze, pełna energii i ciepła, rozdawała dookoła przyjemne uśmiechy. Miała góra dwadzieścia cztery lata, wyglądała jak anioł, co nie uszło uwagi Buddiego, który wielbił ją niczym świętą.
Suza była wcale przystojną dziewczyną, o kasztanowych włosach i śnieżnobiałej cerze, do Paryża przybyła niedawno jak gdyby tylko po to by kraść serca wszystkich, których spotykała. Mówiło się, że jej „narzeczony” ma kupę forsy i lansuje ją w jednym klubie na placu Vendome. Choć pozowała na amerykankę, tajemnicą poliszynela było, że pochodzi z Bordeaux. Suza jak wszyscy w Paryżu (...)
--- full text ---
Epilog
Wybiła północ, a za nią kolejne patetyczne godziny.
Mieszkańcy obu stolic, w korowodzie euforii, wciąż spijali życzenia z ust swoich bliskich i przyjaciół. Rozkoszując się nadziejami
na lepszą przyszłość, odnotowując postanowienia, kasując grzechy. Niektórzy po prostu leczyli kaca, uświadamiając sobie patos i obłudę minionych chwil. W końcu już za moment wszystko miało wrócić do normy, szykując świat na nowy rok, mający
przynieść w większości rozczarowania, a dla nielicznych nowy początek.
W Wigilię Nowego Roku, pierwszy raz stanęły razem po tej samej stronie, wychodząc naprzeciw życiu oraz śmierci. Jedna tkwiła w trumnie obojętna na dalsze losy tej historii, druga ściągnięta maską odrętwienia wpatrywała się w nieruchomą twarz swojego dziecka. Nie potrafiła uronić choćby jednej łzy, ale dobrze wiedziała co zrobiła jej córka. Dokonała wyboru, na co Eliza nigdy by się nie zdobyła, utknąwszy gdzieś między życiem a śmiercią, na zawsze pozostając w nicości. Trzecia objęła cierpiącą matkę ramieniem, Eliza spojrzała nań nie czując złości ani żalu, żadna z nich nie miała ochoty rozpamiętywać przeszłości. I choć Annabella odebrała jej męża, doskonale wiedziała jak czuję się kobieta patrząca na śmierć własnego dziecka, w końcu sama wydała na świat tyle martwych istnień, ile potrafiła matka, (...)
--- full text ---
Katarzyna
Stalowe, antywłamaniowe drzwi trzasnęły z hukiem, gdy na marmurowych płytkach stanęła, drobna blondynka. Przystojna, lecz niewysoka dziewczyna, idealnie wypielęgnowaną ręką strzepnęła śnieg ze skórzanych kozaków. Jej powierzchowność wydawała się miła, ze względu na szczerość bijącą z jasnych oczu i przyjemny dla oka śnieżnobiały uśmiech. Zawsze uprzejma dla sąsiadki spod ósemki, jednookiej pani Heleny, której mąż zmarł nagle na zawał podczas ostatnich wakacji i dość tolerancyjna dla Marcina, kolegi z pracy nieustannie dającego jej do zrozumienia, że jest we wszystkim lepszy. Dziś nic ją nie obchodziło, czuła niecodzienne zmęczenie i rozgoryczenie. Zignorowała więc wibracje komórki w kieszeni kożucha, zerkając tylko na złotego Roleksa, wskazującego 21:30. Głośno westchnęła, odgarniając drżącą ręką mokre od śniegu włosy. Pomyślała, że jest zbyt późno, by szykować się do wyjścia.
Odgrzała kolację z chińskiej restauracji, zamówioną poprzedniego dnia, nigdy nie była w stanie przełknąć porcji dla dwojga w pojedynkę. Usiadła na skórzanej kanapie, rozglądając się po pięknym apartamencie usytuowanym na dwudziestym piętrze modnego wieżowca. Był piątek, zza przeszklonych ścian drwiła z niej karnawałowa Warszawa. Cholerny ojciec - wszystko to jego wina! – pomyślała Katarzyna.
Zatopiła pałeczkę w ryżowej (...)
--- full text ---
Leicestershire, luty 1554 r.
Pani matka idzie przodem, zamiatając spódnicami swojej ciężkiej sukni świeżo umytą podłogę. Za nią niezdarnie postępuje służka Amy, niosąc na popitkę cienkie piwo - ważone specjalnie według zaleceń papy.
Stoję niecierpliwie przed wejściem do komnaty gościnnej, gdzie zapadają najważniejsze w moim życiu decyzje. Czekam na sygnał, nerwowo gniotąc sprowadzone z Calais wstążki zdobiące bielutką krynolinową suknię.
Mam zaledwie trzynaście lat, a to już moje drugie zaręczyny. Wolałabym raczej zostać panną i zanosić modlitwy do Pana Naszego, albo być jak Dziewica Orleańska, o której nie wolno mi wspominać w obecności pani matki, gdyż to jej przodek, książę Berdorfu wydał nakaz spalenia Joanny d' Arc.
Za trzy dni będę mężatką, choć Greyowie wciąż nie powetowali straty mojej ręki, którą przed dwu laty rodziciele obiecali wątłemu, protestanckiemu dziedzicowi z majątku Bradgate.
Ale jak mówi papa, Anglia na powrót wróciła na łono starego kościoła i trzeba nam być teraz przykładnymi katolikami. Dlatego mam poślubić starszego o cztery lata hrabiego z Norfolku.
Krzątam się jak ciekawskie dziecko, zaglądając przez dziurkę od klucza do Sali w której przyszły małżonek i jego mać przyjmowani są przez moich rodziców.
Piastunka daje mi kuksańca w bok.
-Obyś w noc poślubną (...)
--- full text ---
Pani Woda
Było słoneczne przedpołudnie, w czerwcu 1982 r., dwudziestoośmioletnia Eliza Woda siedziała w kuchni nad stertą rozrzuconych kartek. Jej brązowe włosy niedbale zwinięte w kok, odsłaniały poszarzałą ze zmęczenia twarz, delikatnie oświetlaną przez promienie słońca, które przysparzały zmarszczek wokół skoncentrowanych, piwnych oczu. Pofalowana grzywka opadała lekko na czoło, zakrywając wyraźnie zarysowaną od napięcia bruzdę. Było po jedenastej, a ona wciąż tkwiła w spranej, czerwonej pidżamie w białe grochy. Przypominała raczej kobietę w średnim wieku, a nie dość jeszcze młodą, by być piękną dwudziestolatkę.
Na stylowym, wysokim krześle, umieszczonym przy tym samym stole siedziała półroczna dziewczynka, o ciemnych kędziorkach i wielkich, błękitnych jak niebo oczach. Eliza często szukała w nich odpowiedzi, wskazówek, lecz na próżno. Nieświadome, jeszcze niczego dziecko rozkosznie dokazywało, na swoim dębowym tronie, rozrzucając dookoła tony kukurydzianych chrupek.
Ich dzień rozpoczynał się około szóstej, kiedy mała księżniczka z uśmiechem na twarzy domagała się śniadania. Pomoc domowa przychodziła dopiero koło dziesiątej, więc Eliza sama musiała nakarmić małą. Nie można powiedzieć, że robiła to niechętnie, kochała córkę od momentu gdy dowiedziała się o swojej ciąży. Macierzyństwo, jednak okazało się (...)
--- full text ---
Panna Annabella
Bezlitosny, sierpniowy skwar obudził Annabellę wczesnym porankiem. Spojrzała na ręczny zegarek, zwisający beztrosko z poniszczonego nocnego stolika, dochodziła szósta. Przeciągnęła się w zaduchu oparów drogiego wina, poczuła wciąż jeszcze mocny zapach męskich perfum i starczego potu. Była zbyt zmęczona by się ruszyć, wieczorne ćwiczenia fizyczne dały jej się bardziej we znaki, niż poranny upał. Utkwiła martwe spojrzenie w uchylonym oknie, przez które do środka dostawał się gwar krakowskiej ulicy. Westchnęła w dezaprobacie dla ludzi robiących tyle hałasu zapewne o nic i zrzuciła z siebie wygniecione, lniane prześcieradło. Jej przyklejona do ciała jedwabna koszula, sprawiała wrażenie namalowanej sprayem, a rozrzucone dookoła zarumienionej twarzy, ciemne włosy tylko dodawały uroku. Wiedziała o tym. Leniwie zwlekła się z łóżka, słysząc jak zgiełk dochodzący z kiosku na dole przybiera na sile i emocjach
Najpierw stanęła za firanką upewniając się, że Robert, taksówkarz korporacyjny nie parkuje na postoju po drugiej stronie ulicy. Ich znajomość urwała się gdy tylko poprosił Anabellę o zwrot równowartości trzech kursów, na które dawał się naciągnąć zawsze gdy tylko robiła do niego maślane oczy. Okolica była jednak czysta.
Anabella jednym ruchem ręki wpuściła do pokoju gęste, parzące powietrze, a za nim zapach świeżych (...)
--- full text ---
Clubbing, rozrywka, czy ciężka praca?
Nie omijają dobrych imprez, błyszczą na parkiecie, ściągają ciekawskie spojrzenia i zawsze są modnie spóźnieni. To stali bywalcy klubów, przedstawiciele nocnego życia. Pojawiają się w miejscach gdzie tradycyjne piwo dawno już stało się passe, wyszczuplające majtki zastąpiły wygodną bieliznę, a swobodny styl bycia został wyparty przez manierę i starannie dopracowaną sztukę flirtu. Czy dziś w ferworze nienagannego wyglądu, właściwego obycia i odpowiedniego sposobu bywania clubbing to wciąż tylko forma rozrywki?
Początkowo słowo „Clubbing” było tłumaczone jako zjawisko polegające na partycypowaniu w imprezach tanecznych, a także spotkaniach młodych ludzi bawiących się w rytm muzyki przygotowanej przez DJ’ów. Z czasem zmodernizowano to pojęcie przekonując, że to też pewien styl życia, podporządkowany weekendowym (jak również co jest popularne obecnie) wyjściom na tygodniu. Dziś Clubbing to już „religia”, której praktykowanie pozwala na uwolnienie myśli, odcięcie się od rzeczywistości i nakierowanie na wyzbycie negatywnych emocji. Nic więc dziwnego, że wciąż przybywa jej nowych wyznawców.
Fenomen clubbing’u zaczął powoli obiegać Świat już w latach siedemdziesiątych, a popularność takich filmów jak „Gorączka sobotniej nocy” z płynącym po parkiecie w rytm muzyki disco Travoltą tylko przysporzyły mu popularności, by w latach dziewięćdziesiątych mógł (...)
--- full text ---
