Zmiana sposobu prezentacji

17 july 2013

poetry

Serena
Serena

W kartach pamiętnika

 
wracam wspomnieniami do oddechów wiosny
znów chcę pleść warkocze sędziwego dymu
z twojego ogniska u stóp starej sosny
rumieńców nieśmiałych i lirycznych rymów

mokry zmierzch przytłacza dni spowija pustka
i światło nie iskrzy w ciemności tunelu
tylko więcej zmarszczek na krawędzi lustra
obok pled zziębnięty skulony w fotelu

śpi twarzą w poduszkę fotografia w sepii
by nie chwytać bólu wciąż stęsknionych oczu
i tak nie zapomnę - nie wiem czy to lepiej
przynajmniej nie czekam twojego powrotu

odcisk tamtej dłoni wystygł już na skórze
choć serce wciąż broczy okruchami nieba
ciągle pachną deszczem zasuszone róże
sen niezagojony o włosach jak heban

16 july 2013

poetry

Serena
Serena

Choć tyle to już lat

pulsujesz w pamięci natrętnym obrazem
na niewiele zda się masowanie skroni
gdy myśl sama sobie wolnym jest żeglarzem
w oceanie wspomnień bezradnie utonie

miłość cię nie wskrzesi zapomnieć nie sposób
w sen uciekam chyłkiem na nowe spotkanie
by spragnione wargi pukiel miękkich włosów
wypieścił szelestem i cichym szeptaniem

wstyd już odrzuciłam za późno o wieki
zmysły wszak przy tobie niewinność straciły
kiedy cień twój padał na senne powieki
krew w lawę przemieniał oddech stapiał żyły

mgnienie szczęścia ktoś mi przesłał w podarunku
zachowam spojrzenie od wiosny zieleńsze
a smak ostatniego twego pocałunku
zliżę z ust samotnych schowam między wiersze

16 july 2013

poetry

Serena
Serena

Dwie drogi

gdy u schyłku życia drogi nam się zbiegną
pozwalając wreszcie ukryć się w  ramionach
twoja będzie prosta i jasna na pewno
moja  - kamienista i nieoswojona

dobrze wiesz daleko było mi do jutra
bez kompasu mapy ni niczyjej rady
dziecię w płaszczu z deszczu - ot historia smutna
do snucia przy kubku gorzkiej czekolady

samotni choć losy splatały się dziwnie
wpadaliśmy sobie pod nogi ukradkiem
nieświadoma jeszcze wierzyłam naiwnie
że się te potknięcia nie skończą  upadkiem

z płatków róż wróżyłam w którą mam iść stronę
kiedy wiatr je przywiał z obcego ogrodu
dziś z łatwowierności tylko śmiać się mogę
drżąc od wstydu uczuć jesiennego chłodu

kaleczyłam stopy o ostre żwirówki
skały nagie przeszłam o wodzie i chlebie
ale nie żałuję tułaczej wędrówki
przecież wszystkie ścieżki wiodły mnie do ciebie

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register