Zmiana sposobu prezentacji
Fragment 2 "Siedem ogrodów - antologia miłości niechcianej"
Kątem oka przez szybę zobaczyłem, że Rafał wstaje od stolika. Zagapiłem się w perspektywę ulicy i po chwili usłyszałem za sobą odgłos kroków. Wyczułem raczej, niż zobaczyłem, że ktoś za mną stanął. W przekonaniu, że to młody Rawicz, wyciągnąłem za siebie paczkę papierosów.
– Masz, pal – mruknąłem.
– Dziękuję, nie palę. – Usłyszałem damski głos. Odwróciłem się szybko, aż fajki nieomal wypadły mi z ręki. Za mną stała Nika otulona w moją kurtkę. W ręku trzymała różę.
– To ty? – spytałem zaskoczony.
– Jest pan rozczarowany? Spodziewał się pan kogoś innego?
– Rozczarowany, absolutnie nie. Zaskoczony, tak – odparłem. Stanęła obok mnie i tak jak ja przed chwilą zapatrzyła się przed siebie.
– Próbuje mnie pan ośmieszyć? – spytała półgłosem, obracając w palcach kwiat.
– Ośmieszyć? – popatrzyłem czy mówi poważnie – Nika, zejdź na ziemię. Od kiedy podarowanie kobiecie kwiatów jest ośmieszaniem? Chryste, czy w twoim pokoleniu nie stosuje się już takich praktyk? Mam cię trzasnąć w tyłek i spytać „hej mała, brykniesz do kina”? – wychrypiałem, parodiując sztubackiego cwaniaka – Tak to teraz działa? Wybacz dinozaurowi.
Zachichotała. Najpierw jakby na próbę, a potem zaczęła śmiać się naprawdę. Widok był czarujący.
– Przepraszam – powiedziała w końcu cicho.
– Że co?
– (...)
--- full text ---
Fragment "Siedem ogrodów - antologia miłości niechcianej"
Obudziłem się pierwszy. Z początku nie bardzo potrafiłem określić, gdzie się znajduję, dopiero spojrzenie na Grażynę oprzytomniło mnie. Spała na brzuchu, mocno zaciskając ręce na poduszce. Włosy bezładnie oplatały jej głowę i ramiona. Wyglądała uroczo. Wysunąłem się dyskretnie z łóżka, pozbierałem swoje ciuchy i wymknąłem się do łazienki. Zerknąłem na zegarek, dochodziła szósta. Doszedłem do wniosku, że pojadę stąd prosto do pracy. Pewno dostanę od Marka, opierdziel, za to, że nie zadzwoniłem do niego. Umyłem się i ubrałem w rekordowym tempie i wszedłem do sypialni. Grażyna obudziła się, gdy pochylałem się nad nią. Przywitała mnie delikatnym pocałunkiem.
– Wstałeś już? Mogłeś mnie obudzić – powiedziała, przeciągając się tak ponętnie, że znów poczułem niepokój.
– Wychodzę już Grażynko, bo spóźnię się do roboty. Zamkniesz za mną drzwi?
– Poczekaj, zrobię ci śniadanie.
Zerwała się i szybkim krokiem, narzucając na siebie krótki szlafrok, poszła do kuchni. Zaprotestowałem.
– Kupię sobie coś po drodze. I tak jestem już spóźniony. – zełgałem, wypijając łyk zimnej wczorajszej kawy. Jakaś dziwna siła, wprost wypychała mnie z jej mieszkania. Spojrzała na mnie badawczo. Zrobiłem niewinną minę i pocałowałem ją w policzek. W drzwiach odwróciłem się jeszcze raz w jej stronę, nie bardzo wiedząc co mam powiedzieć, więc (...)
--- full text ---
