Zmiana sposobu prezentacji
barwa twoich słów
rozgrzewa ciało moje
barwa słów
cień wspomnień
bólu krzyk
to nie wina zimy
zimny chłód spowija moje ciało
to nie wina zimy
to brak twojego głosu
bicia serca ciepła ust
czuję chłód pustki
to nie zima
zamilkłeś
cisza oplata umysłu ścieżki
zamilkłeś i tylko wiatr
próbuje pozbierać
pogubione słowa
tylko wiatr
liryka ułożona na szybie
szron zimy
(...)
--- full text ---
nad powierzchnią ziemską słońce
jest blaskiem wszystkiego
na wodach lsni
do dna
zlap krople deszczu
łzę jedną
nie sfotografujesz odbicia
ty masz klucz
otwierasz zamknięty ogród
dla przymkniętych oczu
czy nie widzą
pochodni płonącej nad nami
zapalanej wiekami...
twierdze mury metropoli
rzeki ludzkie płynące
stój-zatrzymaj się-spójrz
w oknie twarz
szukasz w morskim kolorze
jej spojrzeń
nic nie możesz powstrzymać
(...)
--- full text ---
nie opierają pleców
o mur
nie zginają karku
na cios
nie chylą głowy
przed posągiem
nieskromni przebierać w gestach
skromni w wymowie
mało sylab w słowie
ważą sprawy na
mniej istotne
o ważnych wolą milczeć
niepokorni by iść
w szeregu
stoją-nie w tłumie
lecz poza nim
w oddaleniu
o twarzy pokornej
spojrzeniem milczącym
z opuszczoną powieką
(...)
--- full text ---
cytat: "Miłość cierpliwa jest,łaskawa jest,miłość nie zazdrości nie szuka poklasku,nie unosi się pychą nie dopuszcza do bezwstydu,nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego."
------
Samotny poeta
jedna chwila,
a głowę pochylał i pisał
matczyną pieśń wplatał
melodyjne wersy układał
słowami serca,
o smutnej tułaczej doli
zawirowanych ścieżkach,
utracił dom dorobek życia
przyjaciół i miłość
bezdomny schorowany
dniami męczony bólami,
szukał ludzi
brał gitarę do ręki
struny rzewnie brzęczały
nucił cicho balladę
o miłości największej,
smutne oczy łzami zmęczone,
wspomnienia ożywia wierszem
walczył o głodzie i zimnie
(...)
--- full text ---
cytat: "Anioł zawsze nas ochrania jest darem boskim nie trzeba go wzywać. Oblicze twojego anioła ukazuje się zawsze,gdy ze szlachetnością odnosisz się do świata jest strumieniem ,polem,niebem" Paulo Coelho
------bard ulicy-----
pojawił się na czarno ubrany
twarz niebiesko-błękitna alabastrowej poświaty
oczy pełne bólu rozpaczy
ogień błyska w źrenicach
ręce białe artystyczny kształt palców
uderzały delikatnie w struny
gitara przyjaciółka tyle lat
w doli i niedoli samotność umilała
zasłuchani w barytonie srebrzystym brzmieniu
widzieli jak oczy wzniósł ku niebu...
od wieków ludzie szli przez świat
bosi i nadzy bez dachu nad głową
mijają epoki człowiek na równi drugiemu
tak mówi przykazanie wiara
bard pieśń nie kończy
murem stanęli barykady budują
nie chcą prawdy nie wierzą
on głos podnosi woła Boga
życie nam dałeś Panie...
daj azyl my zagubieni bezdomni
pracą uczciwością służymy wiernie
(...)
--- full text ---
jestem motylem
wśród barwnych kwiatów
jestem rwącym potokiem
rybą
płynącą nurtem
wiatrem wpadającym we włosy
muskającym delikatnie
piosenką którą śpiewam
budząc twoje oczy rankiem
uśmiechem zdobiącym usta
jestem i będę
z tobą
milczeniem nocą
ciszą o świcie
słońcem na niebie
jestem i będę
całym twoim
życiem
o jakże ty piękna
poezjo polska
Mickiewicz sławił w balladach
łaki jeziora urodę dzieczęcia
i Zofie z Tadeuszem oddanych sobie
przeszłość to już przecież
poeci co tomy spisali
walczyli w ojczyżnie o polskość
a my tacy sobą zachwyceni
nie dostrzegamy oczy zamknięte
niwidomi bładzący
wystarczy uwierzyć że się rodzi
inne nowe utakane z tęsknoty
nasze z nici co snują się żalem
i tka bólem tkacz
zbiera w kłebek uczucia
początek zrodzony miłością
gdy dzieckiem tulony
na łonie matki
widział inne światy
w chmurach przelotne ptaki
w postacie ludzkie przemieniał
i lata mijaly
(...)
--- full text ---
wszystko co mam
to nie dla siebie
lecz bóg potrzebuje
moich rozmyślań
ciężaru trosk
niewylanych łez
nie smutków
lecz uśmiechu tak szczerego
zabarwia twarze tych
co codziennie ulicą się śpieszą
mam wszystko
nie mając nic
to co mam niepotrzebne
jak buty znoszone
nie dawałam wiele
to co nauczono kiedyś
niemodne niewspółczesne
podążam nocą
ciemna
gwiazdy dawno przygasly
nie pragnę zabłysąć
sławą
nie potrzebne oklaski
(...)
--- full text ---
na polanie konie łbami przytulone
głaszczę grzywę wplatam wiatr
klacz cicho rży
unosi spokojnym kłusem
zmysły kobiecości rozpalone
cugle w twoich rękach
nasz galop dopiero rozpoczęty
stukają kopyta
jadę wierzchowcem ognistym
iskry rozrzuca namiętne
porywa szalonym cwałem
połamie poniszczy i zniknie
a tam cichy łagodny rumak
ułoży z kwiecistych łąk posłanie
utuli zapachem siana
słodyczą warg uciszy lęk
wierny oddany
wciąż na mnie
czeka
zegar tyka miarowo
myśli krążą smętnie
wspomienia wyblakłe
uchwycony kadr przesuwam powoli
wiesz sam
ile minie lat
czekałam lecz nie żałuję
nic nie straciłam
dużo mam
mówisz- jesteś szczęśliwa
w ciemności
nie dostrzegałam
boję się wierzyć
szczęście jest zludne
sam o tym wiesz
zegar milknie nagle...
