światło rodzi się przed wschodem
przechodzę obok
a przecież mógłbym przejść przez życie
albo je przeżyć
od rana przebieram w promieniach słońca
zatrzymane w pół drogi
rozpływają się w chmurach - giną
jak refleksy na powierzchni jeziora
zmieniają kształt i barwę
niczym cienie tańczące w trawie
i choć błyszczą pożądaniem
i pachną kawą
smakują miłością
daleko im do tych rozświetlonych poranną zorzą
rozdygotanych blaskiem świtu
dziś padał deszcz
spod skóry wyciągnąłem słowa które lubisz