przyszłaś jak jesień na poważnie
od wczoraj z deszczem chłodem w zmowie
listkiem co spaść miał - pewnie spadnie
czyniąc w kałuży zmarszczki nowe
i z parasolem co przez lato
za szafą druty wciąż prostował
dobrze że płaszcz kazałaś zapiąć
wiatr przewiał w wierszu wszystkie słowa
melodią deszczu spacer przeszedł
krople szukają się nawzajem
tę naszą jesień chciałbym przenieść
w czas gdy konwalie pachną majem