z dzień dobry - w rannym szepcie
nagość w słońcu przychodzi
jak dzień o twarzy anioła chyba jeszcze we śnie
z palcem na ustach przywołując ciszę
układaną mozolnie nocą na poduszkach
uśmiechnięta wilgotna niczym panna młoda
z wodną lilią wplątaną w rozczochrane włosy
nagość wchodzi pod kołdrę
zdaje się zbyt krótką
i dotyka poezją miejsc wciąż sercu bliskich
znów rozkwita nam łąka - maj otwiera okna
wiatr kołysze zieloność falą po jęczmieniach
obłok goni za chmurą
trzymam cię w objęciach
jesteś jesteś Kochana
a może cię nie ma
2026-05-26