4 december 2011
poetry
Lustra
Szkieł sala. Na ustach poświata księżyca posmak cynamonu zapach niebędących dni. Cień szczęścia histerycznie przycupnięty w kącie. Lustrzana rzeczywistość. Tu wzrok obłędem wnika w otchłań.
szkieł sala, dobrze że nie szkli; poświata, posmak, zapach niebędących dni i obłęd wnikający w otchłań; wiesz? już nie wierzę, że ten siwosz jest w stanie wysłuchać wszystkiego, co mu szepniesz; nie chcesz inaczej ? a może zechcesz?
report
Whatever, co miałam do przekazania zawarłam we wcześniejszych komentarzach.
Obrazowo. Jest jakaś lodowatość w tym utworze, jakaś nieuchwytna skarga, lęk...?
You have to be logged in to use this feature. please Register
szkieł sala, dobrze że nie szkli; poświata, posmak, zapach niebędących dni i obłęd wnikający w otchłań; wiesz? już nie wierzę, że ten siwosz jest w stanie wysłuchać wszystkiego, co mu szepniesz; nie chcesz inaczej ? a może zechcesz?
report
Whatever, co miałam do przekazania zawarłam we wcześniejszych komentarzach.
report
Obrazowo. Jest jakaś lodowatość w tym utworze, jakaś nieuchwytna skarga, lęk...?
report