Zmiana sposobu prezentacji
Lepiej może
nie zmrozić dotykiem spojrzenia
nieuchwytnością żalu.
Ołowiane słowa zostawić nienarodzone
w czarnym pudełku duszy.
Zbyt daleko
za blisko Ciebie.
Ogień i lód
chwila światła
wizg bólu zduszony do szeptu.
Nawet łzy
nieobecne
skamieniałe sople bólu
dźwięczą w ciszę.
Szkieł sala.
Na ustach poświata księżyca
posmak cynamonu
zapach niebędących dni.
Cień szczęścia
histerycznie przycupnięty w kącie.
Lustrzana rzeczywistość.
Tu wzrok obłędem wnika w otchłań.
Labirynt twarzy.
Tworzenie jasności.
Szczęście powołania.
Dni żelazność...
Złote krople słońca - trucizna życia.
Niezrozumienie spojrzy,
pokiwa głową
westchnie
uroni łzę.
Wzruszeniem ramion otacza mnie kat.
Imię jego Rzeczywistość.
Niewybudzenie.
Kropelki snu
w kanały żył szepcą
by uczyć się stroić życie
w chwilowe wschody szczęścia.
Tłum uczepiony sensu.
Składy wagonów -
pędzić
toczyć się
zdążyć.
Miarowość stukotu...
Tu cisza bocznego toru
wiatru nieskończoność
szeptu echo
smutku rdza
i nieważność, czy zawitasz tu wędrowcze.
Niczego nie zmieni krok, oddech, szept...
Usną w wiecznej ciszy.
Był ból.
Splot dni czarnych
dusznych nocy
Strach.
I tak upłynął wieczór i poranek, dzień pierwszy.
Było zdumienie.
Oczy rozwarte przerażeniem.
Obłęd.
I tak upłynął wieczór i poranek, dzień drugi.
Były eksplozje.
Nabrzmiałe jestestwo pęka.
Umiera.
Bezcel..?
I tak upłynął wieczór i poranek, dzień trzeci.
Była śmierć.
Pragnieniem
wybawieniem
(...)
--- full text ---
Ciemność posłać jedwabną ciszą
zieloną
ciepłą
naszą.
Bezświatło ciał naszych blaskiem.
Skrzydła kruka.
Odlecieć...
Narodzić się na ból.
Krzyżowanie - nie jak Chrystus - co dzień.
Uderzenie.
Bicze obrazów.
Stoi pod ścianą
siedzi na wózku
leży...
Szaleństwo.
Oczy zamknąć
zbyt pełne
łzy
próżne
nieważne
ludzkie.
Wytłumić szloch - nie budzić boga.
Nie wyć - czekają z kaftanem.
Nabudzić się na dzień...
Nad tym wszystkim
wiosna
ptaki
śpiew
dobry bóg nieludzkiego świata.
Podstępnie
na palców koniuszkach podchodzi.
Leciutko muska,
końcówek nerwów nieomal nie szarpie...
Tak.
Prawie jej nie ma.
Ułuda spokoju
nagłością niezmienną
jest przy mnie po to
by lato zmienić w zimę.
I dzień jasny w ciemność.
