Był ból.
Splot dni czarnych
dusznych nocy
Strach.
I tak upłynął wieczór i poranek, dzień pierwszy.
Było zdumienie.
Oczy rozwarte przerażeniem.
Obłęd.
I tak upłynął wieczór i poranek, dzień drugi.
Były eksplozje.
Nabrzmiałe jestestwo pęka.
Umiera.
Bezcel..?
I tak upłynął wieczór i poranek, dzień trzeci.
Była śmierć.
Pragnieniem
wybawieniem
pięknem.
I tak upłynął wieczór i poranek, dzień czwarty.
Było męstwo.
Oddechem.
Serca biciem.
I tak upłynął wieczór i poranek, dzień piąty.
Były dni.
Kilka ścierw
Czterysta tysięcy
to nic
Biec, biec
upaść...
Niepowstaniem tylko nie być.
I tak upłynął wieczór i poranek, dzień szósty.
A potem bóg odpoczął po całej swojej pracy.
I wszystko, co uczynił było bardzo dobre.
W hołdzie dla Powstańców z getta warszawskiego.
I tak to, gdyby tydzień nie składał się z siedmiu dni, można by w nieskończoność wyliczać. Ogólnie; Nie było by w tym nic odkrywczego czy ciekawego, gdyby nie ta dedykacja. :)
report
Fakt, dedykacja może zaskakiwać :d Doceniam szlachetne intencje, jednak nawet one nie mogą sprawić, bym nie pomyślała o miejscu: "Nabrzmiałe jestestwo pęka", że tylko językowo wygląda strasznie. Jakby chodziło o powstańczą łechtaczkę w ostrym seksie. Z życiowymi tragediami właśnie dlatego chyba bywa nieraz aż tak niemożliwie, że mają zdolność potwora: im bardziej nadmuchuje się dla nich słowa, tym większe prawdopodobieństwo niezamierzonego komizmu, kiedy balonik pęknie i pierdnie.
report
"Niepowstaniem tylko nie być"- za to ten fragment jest jak celne epitafium. Wokół niego można by budować wiersz. Dobrego.
report
Na szczęście nie odpowiadam za cudze skojarzenia... Jeżeli jestestwo kojarzy Ci się z łechtaczką, to gratuluję podejścia do życia. Pozdrawiam...
report