Zmiana sposobu prezentacji
Od dłuższego czasu noszę przy sobie dyktafon. Potajemnie nagrywam nim swoich wrogów, nie jestem pewien czy się domyślają. W domu zacząłem odtwarzać nagrania, co szybko zaczęło doprowadzać mnie do szaleństwa. Zwroty były skierowane na mój temat, zawsze wrogie, nieprzyjazne. Gdy po raz sto ósmy osłuchałem nagranie zaczęłem się nad nim zastanawiać. Trochę późno na przebudzenie, ale dobre i to. Łapałem związki przyczynowo skutkowe, zarówno słowa intonacje i znaczenie. Wówczas zrozumiałem, że wrogowie mają racje. Pozostało mi tylko jedno wyjście, próbować się zmienić...Czy gdy dokonam zmiany wrogowie to zauważą? czy pozostaną wrogami? a może gdy zniknie moja wrogość do nich znikną też wrogowie?
-Dzień dobry - rzekł Jakub W.
-Dzień dobry
-chciałem pana wynająć jako szeptacza. Moim oponetem jest Karol B. Ostatnio stał się nieprzewidywalny, więc proszę zrozumieć moją niemoralność w zatrudnianiu pana.
-rozumiem - odrzekł szeptacz
-więc oto jego akta - rzekł Jakub - zaznaczyłem tam jego słabe strony, więc nie powinien mieć pan problemów z tematami szeptania.
-rozumiem
-od jakiegoś czasu mieszka sam - dodał Jakub W. - więc może pan działać. To spokojna dzielnica. Nie wiem do końca jak pan pracuje, jednak słyszałem od osoby, która mi pana poleciła, że skutecznie doprowadza pan do szaleństwa. Połowę zapłaty otrzyma pan teraz, połowę po wykonaniu zadania. Liczę, że wkrótce mój oponent znajdzie się w zakładzie psychiatrycznym. To chyba na razie tyle, dziękuje.
- dziękuje - odszepnął
próbka "(on zaczyna być mną ja zaczynam być w nim)"
Leżałem w akademiku w Toruniu przy ulicy Gagarina. Pogrążony w urojonym stanie patrzyłem na świat oczami szaleńca. Wtedy (nie wiem na ile to fikcja na ile prawda), przybył do pokoju mężczyzna mocno umięśniony, ubrany na czarno. Początkowo chciał dać mi zastrzyk, jednak rozmyślił się. Na siłę otworzył usta naciskając na żuchwę, po czym wcisnął tabletkę. Dał łyka wody. Szepcze coś do ucha. Przerażony myślałem, że już po mnie. Przerażony myślałem, dlaczego to zrobił. Pewnie psychopata, podobnie jak ja...
Leżę dalej. Przybywa inny koleś, też umięśniony. Zastanawiam się czy to przypadkiem nie ten sam. Podajemy sobie dłonie. Rozmawiamy chwilę, zwierzam mu się że mam schizofrenię. Zaśmiewając się pod nosem mówi :"mój dziadek to ma, a może to altzheimer". Chwilami robię się nieufny, czy to przypadkiem nie jest ten sam koleś? Proszę go by pomógł pościelić mi łóżko, od tych leków mam jakieś nieskoordynowane ruchy. Potem proponuje mi kolacje - odmawiam, myśląc że jest zatruta. Decyduje się zmienić salę. Idę do recepcji. Mówię do starszego pana z bródką, że koleś jakieś rytuały na mnie odprawia. Wyjął serwetkę a teraz chce abym zjadł rytualne jedzenie dla ofiary. Mówię, że to chyba szatanista. Recepcjonista mówi, że człowiek jest zwyczajnie kulturalny, ale pozwala mi zmienić salę. Wchodzę na drugie piętro, tam dopiero się dzieję...Zachodzę do pokoju. Koleś wita mnie (...)
--- full text ---
Siedziała naprzeciwko mnie. Zielone światło jakie biło od jej postaci otwierało moje serce. W milczeniu wpatrywała się w moją twarz. Niespodziewanie spytała tylko :
-przetrwasz?
Znieruchomiały od medytacji wstałem i napiłem się herbaty z dodatkiem guarany. Pytanie "jasnej pani" nie dawało mi spokoju. Wiedziałem, że czeka mnie próba sił. Tylko kiedy?
Od czterech miesięcy zmagałem się z wykrytym nowotworem. Medytacje praktywowałem od niedawna w celach leczniczych. Za tydzień czekał mnie cykl "chemi".
Wsparciem była rodzina. Matka wyciągała mnie z depresji i właśnie ona kupiła dla mnie książkę "buddyjskie metody leczenia ciała". Podchodząc sceptycznie do tematu - przekonany, że nic mnie nie może uratować...jednak cień nadzieji miałem.
W trudnych chwilach gdy bóle głowy stawały się nie do zniesienia, kładłem się na łóżko i modliłem w myślach. Wiedziałem, że ludzie czasem wychodzą z raka, wszystko zależy od leczenia, zaawansowania choroby i siły ducha.
Mój nowotwór był w środkowym stadium. Z nikłą nadzieją na wyleczenie, przeważał czarny dół z którego nie ma wyjścia.
Zabawne jak zmienia się ludzkie postrzeganie rzeczywistości, gdy człowiek jest bliski swojego kresu. Z niedowiarstwa stałem się osobą bardzo religijną, zacząłem też doceniać własne życie.
Gdy odwiedziła mnie przyjaciółka Anita byłem (...)
--- full text ---
Powoli układa się do snu. Patrzy jeszcze raz na zdjęcie Marka po czym zasypia. Sen przynosi koszmary. Walczy ze swoją matką o brązowe sandały. Chwyta najbliższy kamień i zabija matkę. Budzi się spocona błądząc myślami po śnie. Zastanawia się, skąd ten sen? Patrzy na zegar wiszący nad łóżkiem. Jest trzecia w nocy. Wie, że już nie zaśnie. Przechodzi leniwie do drugiego pokoju. Włącza komputer myśląc na przemian o Marku i matce. Dlaczego oni stali się tacy obcy? Czy oni mnie kiedykolwiek kochali?
W końcu ukazał się pulpit komputera. Zdjęcie małego czarnego kotka. Włączyła internet, po czym w google wpisała hasło :"samotność"...
Marek parzył poranną kawę...
Nie czekał, ani chwili dłużej. Wyszedł. Oni o mnie nic nic nie wiedzą - myślał - a patrzą na mnie z góry, przez to jedno zdanie.
Tak, też zrobił. Gdy znalazł się już przy ulicy Sienkiewicza, rozejrzał się wokół. Nikogo...a miała czekać. W cholerę - pomyślał - co robić...
Na ulicy robiło się szaro. Nieprzystępne niebo, miało zamiar znów popłakać się deszczem, wprost na głowy przechodniów. Kacper Malicki, szedł wzdłuż ulicy Huty wprost do swojego obskurnego mieszkania. Nie mógł uwierzyć, że tak go wykiwali. Wszyscy, włącznie z Karoliną. Gdyby tylko nie powiedział wtedy, tego jednego zdania:"jesteś przylizanym pupilkiem swojej dziewczyny, która ma celulit na udach". Może i słowa były obraźliwe...każdy by się oburzył. Jednak, spisek jaki utkali wokół Kacpra był grubą przesadą. Teraz wiedział, że nie ma do czego wracać. Karolina dowiedziała się, o jego próbach samobójczych, oraz skłonnościach psychotycznych. Teraz pozostaje samotność...
Był ranek, gdy Kacper wyciągając się na łóżku zastanawiał się, nad swoim nowym życiem. Wiedział, że to co stare musi zostawić za sobą. Tym bardziej, nie miał ochoty układać nowego toksycznego związku, który z góry skazany był na niepowodzenie. Karolina, już nie wróci. Wiedział o tym. Kto chciałby zadawać się, z osobowością z pogranicza. Najdziwniejsze, w całej sprawie było, że Kacper nie miał ani jednej myśli (...)
--- full text ---
Historia Piotra Pestki - rozdział pierwszy
Nazywam się Piotr Pestka. Opowiem wam historię mojej osobistej przemiany. Czasami przemilczę lub wyolbrzymie niektóre kwestie. Proszę mi jednak wybaczyć. Czynię to by ochronić dobre imię, niektórych przedstawionych przeze mnie postaci lub postawić je w korzystniejszym świetle. Zdaję sobie sprawę, że moja opowieść jest czysto subiektywna. Do rzeczy.
Pewnego mroźnego zimowego wieczoru wyszedłem z domu. Był dwudziesty siódmy grudnia. Śnieg z pomocą wiatru skutecznie atakował moją zamarźniętą twarz. Z kapturem ze spuszczoną głową, szedłem na urodziny znajomego - Tomka Andrzejczuka. Jako prezent wybrałem perfuny firmy, której nazwy nie mogę już sobie przypomnieć. Mijając kolejne przecznice, znalazłem się pod domem solenizanta. Zwykły wieżowiec z windą. Nacisnąłem na przycisk domofonu z nazwiskiem Andrzejczuka, odezwał się Tomek, wpuszczając mnie do budynku. Więc, czwarte piętro, mieszkanie numer dwanaście. Trochę spięty wszedłem do windy, zastanawiając się :"kogo właściwie Tomek zaprosił". Nie znałem Tomka, za dobrze. Co więcej zdziwiłem się, że akurat mnie wybrał za gościa. Nasze kontakty, przecież kończyły się na szkole. Zadzwoniłem, pod numer dwanaście, niemal pancernych brązowych drzwi. Otworzył mi Tomek z uśmiechem na ustach. Przywitaliśmy się uściskiem dłoni. Wręczyłem mu prezent wypowiadając standardowe: " wszystkiego najlepszego". Zdjąłem buty, rozglądając (...)
--- full text ---
Rymowana bajka o poniewierce kota i psa - część pierwsza
Pies i kot - oponenci.
Razem przez człowieka przygarnięci.
Człek przeżywa ciągły letarg, całe życie na coś czeka.
Lecz obudził się ze stanu, gdy się napił łyżkę tranu.
Człek zrozumiał swą naturę, zechciał zostać kocim królem.
W psią pogodę psa wyrzucił.
Kot tym bardzo się zasmucił - mimo wszystko psa lubił choć się z nim czasami czubił,kiedy śpiewał mu Sinatry, albo ciągnął go za klatry.
Kot więc z panem się pokłócił, psie melodię zaczął nucić. Uciekł mu w szeroki świat krzycząc :"gdzie pies mój brat!"
Pies tymczasem już w Hiszpani, Grecji, Niemczech i Australii. Przewędrował cały świat. Szukał pana, co by mu dał: kość i trochę ugłaskania i Sinatry szanowania...
Tymczasem kot za psem w trop wyciskając siódmy pot, znalazł psa w Egipcie, gdy ten siedział tuż przy Sfinksie. Wykrzyknęli w jeden głos: "mamy już tych ludzi dość!"...Zapytali Pytalskiego - Sfinksie, czy ty wiesz "Dlaczego ludzie taka dziwna rasa?" mnie psu należy się kiełbasa a dostaję same kości, a ja kot zamast ryby -ości. Ja pies ciągle wasal, ja kot wciąż poniewierany - odpowiedz Sfinksie. Otwórz świadomości bramy.
Sfinks, więc zaczął gdybać i głęboko to namyślać. W końcu dał odpowiedź taką: "Ludzie taką dziwną rasą, gdyż za mało w państwie płacą". Pies wraz z kotem się (...)
--- full text ---
Ścieżka wojownika - część pierwsza
Janek upadł na zimną posadzkę. Matka, z drugiego pokoju usłyszała to. Pomyślała: "no tak, znów atak".
Okryła Janka ciepłym zielonym kocem i spokojnie czekała aż konwulsje miną. Po jakiś dziesięciu minutach, Janek wracał do normalnej świadomości. Mama wzięła go pod rękę i zaprowadziła na łóżku. Powiedziała: "leż zrobię Ci herbatę". Nie miał ochoty nic odpowiadać, nie miał chęci nic robić - pustka, otępienie, przygnębienie. Tylko to czuł.
Matka w drugim pokoju parzyła herbatę owocową. Zaczęła rozmyślać: " a może on nie bierze leków, albo pił alkohol. Jednak to niemożliwe, zawsze brał leki i omijał wszystkie używki, z alkoholem włącznie" Postanowiła, jednak dać mu trochę przestrzeni, a potem szukać przyczyn i rozwiązań.
Janek leżał na łóżku, matka postawiła na czarnym stole herbatę z dzikiej róży. Włączyła Jankowi cicho telewizor aby go trochę oderwać myślami, od przeżytego ataku. Przełączyła, na ulubiony kanał Janka - "Discovery". Janek zamknął oczy - zasnął.
-Dzień dobry Janku, rzekł lekarz do Janka - co cię tutaj sprowadza?
-Wczoraj miałem znów atak padaczki, nie wiem jak to możliwe...Przecież biorę leki, a alkoholu nie piję, nie wiem co robić
-Wiesz, Janek ta choroba mimo brania leków - może czasem powracać. Pamiętaj, jednak, że branie leków minimalizuje ryzyko ataków i niweluje intensywność (...)
--- full text ---
Izolacja Romualda Niewiadomskiego
Myśląc o upływającym czasie, poczułem nieukrywany żal. Moje wszystkie marzenia, które w sobie latami tłumiłem, zostały na zawsze pogrzebane przez bezsilność.
Będąc w tym wieku, powinienem mieć poukładane życie w sferach : pracy i miłości. Nie mam jednak nic, co społeczeństwo uznaje za normę. Na granicy patologii, na granicy przepaści...
Myślę, często o samobójstwie - ulżyć sobie raz na zawsze. Jedyne, co mnie powstrzymuje - to światopogląd.
Wychowany, jako katolik z apodyktyczną matką, wizja piekła mnie przeraża. Chociaż, piekło mam już za życia...
Mój dzień wygląda następująco: wstaje o godzinie dziesiątej rano, następnie zarzywam antydepresanty, po czym włączam telewizor. Obrazki - zlepek twarzy idiotów, którzy udają przed kamerą. Z drugiej strony, społeczeństwo karmi się tym. Dla przeciętnego Polaka telewizor, to okno na świat. Gdy zobaczy wiadomości i pogodę, zaczyna zastanawiać się, czy to wszystko dzieje się naprawdę?!
Świat, jest okrutnym miejscem. Społeczne wykluczenia, rasizm szeroko pojmowany, wzajemna wrogość i obcość (nawet w rodzinie), wszystkie choroby, jakie mogą się przydażyć i na pocieszenie - śmierć.
Nie przeżyłem, żadnej z wojen, więc może mam trochę szczęścia. Cierpienie, jakie przeżywam - to głęboka izolacja. Przepaść między tym, co widzę, a tym - co chciałbym ujrzeć.
Wracając, do mojego dnia...Gdy, już (...)
--- full text ---
-(A)Cześć
-(B)Cześć
-(A)Co u Ciebie słychać?
-(B)a nic film oglądałem
-(A)jaki tytuł?
-(B)"w pogoni za myślami"
- (A)a widziałem, tylko smutno się skończył...
-(B)no tak, wszyscy bohaterowie na koniec umierają
-(A)najsmutniejsza była ta scena, gdzie główny bohater nie wiedząc kim jest skoczył z okna
- (B)a no tak, a najśmieszniejsza, gdy któryś z bohaterów przestał ścigać swoje myśli i zaczął je obserwować
- (A)a tak, tak
-(B)tylko szkoda, że i jego myśli w końcu dogoniły
-(A)dobry też w filmie, był motyw szaleństwa i samotności
-(B)a widziałeś może film "religia"
-(A)a widziałem, a tam to wszyscy w coś wierzyli
-(B)tylko, że nikt z nich nie wiedział, na pewno że mają racje (a poza Jednym)
-(A)jakiś tam motyw miłości był, no i ukrzyżowanie
-(B)a no tak...ukrzyżowanego gra syn Producenta filmu, tylko nie jestem pewien czy jest on był też producentem
-(A)a tego to nie wiem, a reżyserem nie jest -S. Devil?
-(B)a nie wiem, możliwe
-(A) Dobra, pogadamy później bo się spieszę -trzymaj się bohaterze
-(B) Ty też i nie filmuj się tyle
