|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (165) Prose (9) Diary (6)
Postcards (2) Handmade (1) About me Friends (88) Collections (1) | |
Babcia Halina brała życie za rogi
nawet odejście męża
nie wywaliło jej z butów
krzątała się w nich często
gęsto podśpiewując
wolne godziny
pielęgnowała równie ochoczo
jak marchewki i róże
Boga podejmowała z uśmiechem
ubrana w nocną koszulę
Babcia Marynia do głębi liryczna
w kapeluszach chciała dorównać
prawdziwym damom
połykając romanse zalewała się łzami
przy losie Stefci Trędowatej
wyprzedzała o kilka kroków
nieszczęścia
przebywała jakby
tylko na pół gwizdka
w codzienności
ogólnie
dwa razy krócej niż Halina
tylko jedna była na sterydach..
report
:))) E tam na sterydach, raczej uprawiała dodatkowa grządkę z z ziółkami :) Pozdrawiam, Alciku :)
report
czym jest spełnione życie, paradoksalnie widać dopiero wtedy, kiedy ze świadomości tego dana osoba nie ma już żadnej satysfakcji :( bardzo ciekawy wiersz, świetna budowa
report
Masz rację Aniu, chociaż czasem staruszkowie u schyłku mówią: godnie przeżyłam(em) swoje lata i niczego bym nie zmienił(a) :) Dziękuję, cieszy mnie Twoja obecność :)
report
umieć brać radość z życia.. właśnie, właśnie.. :)
report
Ponoć ta umiejętność bywa zapisana w genach :) Dziękuję!
report
ponoć to kwestia także mikrobiomu, a tu już możemy coś robić.. ;)
report
chociaż tyle ;)
report
biorąc w obronę babcię Marynię powiem, że, dla niektórych, codzienność mocno zakorzeniona jest w niecodzienności, a szczęście w nieszczęściu...;)) fajny tekst. pozdrowionka :)
report
pokolorować dzień szary/ radość znaleźć w sobie/ i życie szepnie, tyś jary/ czy dziadka, czy babci to fobie ;)
report