2 june 2011

poetry

Miladora
Miladora

café au lait

zaczynam dzień poranną kawą
na czarnej tafli smuga bieli
sięgam po słowa na pościeli
jakie się dziś zapewne zdarzą
 
uciekam dłonią w kromkę chleba
w szybę już stuka czas naprędce
próbuję złapać sens na wędkę
który mi spływa skąd nie trzeba

znów parę spraw się plącze przy mnie
niezałatwionych aż po krańce
kawa paruje w filiżance
połykam słowa kawą płynne

wtopiona w życie gestem ręki
widokiem z okna na ogrody
codzienne znów zaczynam schody
niezmienne łowiąc uchem dźwięki

Magdala
2 june 2011 at 14:01

ładne, płynie się spokojnym nurtem pozdrawiam. :))

report

Wieśniak M
2 june 2011 at 14:46

Zazdroszczę widoku z okna i czasu na poranne myśli przy kawie :))))

report

Miladora
2 june 2011 at 18:39

Dziękuję, Magdalko i Wu. :))) Fakt, mam ładny widok, no i trochę czasu na kawę. ;)

report

Hampelmann
3 june 2011 at 12:02

"Sens, który spływa, skąd nie trzeba" - to bardzo do mnie przemawia. Pozdrawiam :)

report

Michał
3 june 2011 at 12:05

"codzienne znów zaczynam schody niezmienne łowiąc uchem dźwięki", szacuneczek, Miladoro)

report

Miladora
3 june 2011 at 13:42

Dziękuję, Hampelmann i Tygrysku, miło, że wpadliście na kawę. :)))

report

oczy jak pustynia
3 june 2011 at 13:49

ale mi narobiłaś apetytu:-).bardzo melodyjny wiersz:-)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register