Czytam:
„Zrób krok”.
Jakby to było proste,
jak przejście przez ulicę.
Chociaż
to nie jest dobre porównanie.
Zrób krok.
Jak krok przez drzwi
w stronę światła
lub wschodzącego słońca.
Skup się.
Podnieś nogę
i tańcz.
Nie.
Taniec to za dużo powiedziane.
Skok?
Zbyt ryzykowny.
Zrób krok.
Stań twardo na ziemi.
Oddychaj.
Spójrz przed siebie.
Złap równowagę.
To ważne.
Pomału podnieś prawą nogę.
Wysuń przed siebie stopę.
Chwila…
Czekaj.
Co ty się tak szarpiesz?
Nogi nie mogły ci wrosnąć w beton.
A jednak.
Wszędzie mówią:
„Najdłuższa podróż
zaczyna się od jednego kroku”.
Pod warunkiem,
że masz wolne stopy.
Nikt nie mówi,
co zrobić,
gdy wrastają ci w ziemię.
Jak odróżnić korzenie
od strachu?
Jak odróżnić ostrożność
od bezruchu?
Jak odróżnić czekanie
od życia?
Nieważne,
ile energii włożysz.
Stoisz
w tym samym miejscu.
Zawsze.
Próbując.
Zmagając się.
report