Padlinochwalcy

nekrofauna, albo tabernakulum i psy
 
gwoździe pod skórą znajdują miękką krew, pęk kluczy
i przepis na śmierć pisany drżącą ręką
przeciagam krzyżykiem po grzbiecie
werble wkręcone we włosy
 
kaleczę się twoim cierniem w bladej koronie
cierniem w wypłowiałym płaszczu
 
napój mnie cykutą, gorzka, zobaczysz, jutro będziemy
pozbawieni złoceń, zdarci z brudnego ołtarzyka
(krótka droga od narodzin do wapna)
 
piję oligoceński pot. ślinę.
z rozprutego gardła wyjmuję drzazgi, blizny i korale
rdza na liściach. przeklęte linienie.

gabrysia cabaj
13 june 2011 at 23:44

jeden z twoich lepszych, Konradzie - wiem, co mówię...

report

Laura Calvados
13 june 2011 at 23:53

Gęsty, jątrzący. Nie jestem w stanie na ten moment określić, w którą stronę mnie ten obraz zabiera. Jak dojdę do siebie - odpowiem. Bolesna recepcja

report

Jerzy Woliński
14 june 2011 at 06:08

wywiera wrażenie, po prostu kawał wiersza z filozofią w tle.

report

An - Anna Awsiukiewicz
14 june 2011 at 07:13

Mocny obraz:) Piękny wiersz:) Gratuluję:)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register