gabrysia cabaj
ALL WORKS Poetry (317) Diary (100) Photography (24) Postcards (6)
About me Friends (62)

30 october 2014

diary

gabrysia cabaj
gabrysia cabaj

Dzień

Wczoraj wieczorem namoczyłam groch, więc rano był tak miękki, że mogłam rozpołowić ziarenko paznokciem. No to po kawie i drugiej idę pod prysznic i się ubieram. Zaraz wstawiam grochówkę, bo nikt z domowników, chociaż każdy widział ten groch, nie protestował. Kawał wędzonej wieprzowiny z kością, seler naciowy, marchew, por, trzy ząbki czosnku, dwa duże ziemniaki pokrojone w kostkę – uzbierało się tego w sam raz na cały garnek. Niech się powoli gotuje, a ja tymczasem włączę pralkę, bo jest tam trochę, potem zdejmę firanki, żeby umyć okna. Na werandzie dużo niepotrzebnych rzeczy: piłka plażowa, niklowany pojemnik na osprzęt wędkarski, papierowa torba wypełniona ciuchami dla takiej młodej samotnej matki, która czasami przychodzi po chleb, po pieniądze na coś tam, i dostaje to, czego mamy za dużo...Tak dawno jej nie było, że bez sensu ta torba stoi na stole, więc trzeba ją wynieść na strych. Nienoszone buty, kartonik z muszelkami zebranymi przez młodszą latem nad morzem, kosmetyki do makijażu i demakijażu, puszka białej farby olejnej, wielka cukinia (na dwór), laczki, których nikt nie zakłada, koszyk orzechów, miska zielonego koperku (na kaloryfer!).
 
   Mój się wybiera do lasu po piasek: jeszcze przed mrozami musi wybetonować ścianę w silosie, do którego napuści wodę i przeniesie ryby z prawie wyschniętego stawu. Ja wieszam na linkach wyprane firanki – jest jasno i dość ciepło, jak na przedostatni dzień października, ale w ogrodzie ogólny bajzel z tymi suchymi liśćmi, gromadkami chrustu, sterczącymi badylami po słonecznikach. Jeszcze jabłka nie zerwane, stół obsrany przez ptaki...
 
    Widzę, że się spocił, poczerwieniał – nie mógł wyjechać samochodem z piaskuli, no to poszukał jakichś kamieni, podłożył pod koła i pełny gaz! Kiedy to mówi, dzwoni telefon: czy przyjedziemy w sobotę, i czy wstąpimy na kawę, więc odpowiadam, że kwiaty kupione, znicze też, a na kawę i owszem, ale tylko chwilę, ponieważ tutaj musimy... na nasz grób. A tak w ogóle to zawsze po Wszystkich Świętych jestem chora. Grochówkę doprawiam chili, tartym majerankiem i czarnym pieprzem. Następny telefon, że za dwadzieścia minut wpadnie - czy jest coś na obiad?
Tak synu, jest grochówka. Na przyczepce ma jakieś profilowane listwy na podbitkę pod dach klienta. Lubię zapach sosny. I jeszcze zabierze swoją piłę (robi dolewkę).
Młodzi przyjeżdżają z pracy, jedzą i jadą do Tesco.
 
    Kładę się, bo jakoś mi zimno, w każdym bądź razie w domu zimniej niż na podwórku. Okna umyję później, a może jutro? Kiedyś to się robiło i robiło, i chciało się. Tyle energii mieliśmy, że każdy dzień był za krótki, a dzisiaj? Ledwo człowiek wstanie, pokręci się, połazi i już wieczór.
Tak do śmiechu mówimy, że teraz to czas zapierdala jak głupi, kiedy my już jakby mądrzejsi.
Młodzi wracają z zakupami, przywożą litrową puszkę piwa, pączki i pudełko ciasteczek z siedmiu zbóż. No tak – jeszcze dwa dni temu pamiętałam, że mój się urodził 30 października.
 
 
.

Wanda Szczypiorska
30 october 2014 at 22:28

A pisać kiedy? Do tego potrzebne skupienie i samotność.

report

gabrysia cabaj
31 october 2014 at 07:40

tak to wygląda, Wando, na pół gwizdka - dobrego dnia:*

report

jeśli tylko
30 october 2014 at 22:45

Pucel codzienności, a każdy kamyczek swoje miejsce zna.. choć biegać już tak nie musi. Częstuję suszonymi śliwkami. Najlepszego dla solenizanta :)

report

gabrysia cabaj
31 october 2014 at 07:41

przekazałam, jeśli tylko, i uśmiechnął się pod wąsem:)

report

deRuda
30 october 2014 at 23:13

i zgrabnie to opisałaś, tak ot, dobry dzień :)

report

gabrysia cabaj
31 october 2014 at 07:48

tak w skrócie, deRuda, impuls przed snem - dziękuję za czytanie;*

report

Bazyliszek
30 october 2014 at 23:34

a Ty niesamowita, wiesz bylo dlugie, ale przeczytalem no i jestem szczesliwy, Gabrysiu:)))masz talent mala duza, wybierz sobie:)))))

report

gabrysia cabaj
31 october 2014 at 07:48

yyyytam, Bazyliszku, ino improwizuję:)

report

Aśćka
31 october 2014 at 17:13

bardzo dobrze mi się to czytało:)

report

gabrysia cabaj
3 november 2014 at 09:15

to znaczy, że wiedziałam kiedy skończyć, Aśćku:)

report

xyz
31 october 2014 at 20:05

wesołych świąt ;]

report

gabrysia cabaj
3 november 2014 at 09:16

i to jest dowcip, jakie lubię, Zoi:)

report

Istar
31 october 2014 at 20:45

dziękuję :*

report

gabrysia cabaj
3 november 2014 at 09:17

Marzenko:*

report

Ania Ostrowska
2 november 2014 at 15:13

moim zdaniem znakomicie napisane, czytając, nie czułam się ani podglądaczem, ani intruzem, nie czułam skrępowania - a to częste wrażenie z lektury tekstów w Dziennika kiedy można przypuszczać, ze oddalając się od literackiej fikcji wkraczają na teren prywatny autora

report

gabrysia cabaj
3 november 2014 at 09:23

wiem o czym piszesz, Aniu - też bywam zażenowana i wycofuję się czasami z czytania, kiedy odnoszę wrażenie, że za chwilę będę już tylko zwykłym podglądaczem z ciemnej ulicy....:*

report

Ania Ostrowska
4 november 2014 at 22:46

fajnie że rozumiesz

report

Damian Paradoks
2 november 2014 at 16:16

rzadko czytam teksty a tu mnie wciągnęło. Pewnie grochówka i goniąca Ciebie codzienność i te drobiazgi rozbiegane jak mrówki na rozkopanym mrowisku. No i o samej Gabrysi tak realnie obrazowe. To wciąga. Super! :)

report

gabrysia cabaj
3 november 2014 at 09:25

nie spodziewałam się, Damian - to był taki normalny dzień;)

report

Damian Paradoks
3 november 2014 at 12:37

dzień bez 'nadymania'. Ten najzwyklejszy chwyta swoim urokiem, Gabrysiu :)

report

gabrysia cabaj
4 november 2014 at 08:48

:)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register