Andrzej Jarociński stoi przed niemieckim plutonem egzekucyjnym

tutaj nie mam nawet nazwiska i nie muszę nosić ciężaru Anhellich rodu–
choć spopieli mnie historia to na pewno nie pogrzebie Imperium
które z woli krwi i chwały rodzi się brzemieniem krzyża na bruku całowanym przez łzy i śmierć
a po nocy pijanych walkirii Pytia wieszczom tęskną różę z bandaży odwinie  

samotność i chłód wodą moją i chlebem
bo ciepło zabija tworzyciela i kontur Boga rozmazuje w źrenicach
więc podaj mi ten kielich goryczy o jakim myślę jaki wypić muszę                                                  
przecież piję go co dzień jak oddech przekreślonej epoki     

już gaśnie światło rozbitego posągu spoglądając imieniem tysiąca par oczu
i chór odwraca się nagle toteż nigdzie go nie ma
lecz jest jeszcze siła by zetrzeć cierpienie w samym piekle jego tajemnicy
i pokusa by odłożyć miecz w elegię o wietrze zasłuchując się srodze
i obietnica trzepotaniem skrzydeł koronę Króla Ducha wieńcząca
 
teraz cienie na ścianie ale za nimi ciemność śpiewa pieśń swą ostatnią -
wśród pustych stron narodowych eposów gubimy swój strach
aliści nie czas zawracać z drogi ufność kładąc w dostojne bóle
tylko łańcuchami kajdan śmierć udusić czując w ramionach mury śpiących rycerzy

gabrysia cabaj
15 march 2011 at 11:35

z Twoich wierszy, Wojtku, oprócz warsztatu opanowanego do perfekcji i tego zacięcia, z jakim tworzysz, i wiedzy, którą się dzielisz w Dziennikach - wychodzi jeszcze wierność pięknemu słowu. za to wszystko dziękuję punktem.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register