Trwonię siebie



 
Nie wzrusza mnie widok niedzielnych rodzin. Białe
kołnierzyki i idealnie wyprasowane suknie.
Marszczone pod biustem, by nie opinały się na biodrach.
Dzieci w kapelusikach wiązanych pod brodą, stały się nagle
mniej rozkoszne.
Kiedy  siedziałam na
pomoście, z nogami w wodzie i  pomyślałam:
− My nigdy nie będziemy szczęśliwi. Przeszliśmy już
mielizny, ale żeby skoczyć na głęboką wodę potrzeba zaufania, którego  do ciebie nie mam. To trochę jak matka, która
nie umie pływać, ale rzuca się na oślep, by ratować tonące dziecko. Wiadomo, co
się stanie.
***
Krzycz, szarp łatwiej mi będzie tarzać się w pościeli z
innym. Nie zapalę kadzideł żeby wyleczyć się z opętania.  Nie wezmę udziału w żadnych eucharystiach, za
to, że mnie chciałeś.
− Powinnaś całować, go po rękach, za to, że cię wziął do
siebie, przecież masz taki trudny charakter – powiedziała kiedyś matka.
Dzisiaj już nie odbieram telefonów od niej, a prezenty
ślubne wylądowały w śmietniku.
Zapalę, nigdy nie próbowałam, ale to odruch, bo przecież
lepiej się myśli. Potrzebuję swobodnego przepływu zdarzeń.  Czegoś, co udawało muśnięcie policzka kiedyś i
bolesnych otarć teraz.
Powoli obojętnieje, podobnie z rozwijaniem rolet żeby sąsiad
nie przykleił nosa do szyby.
Generalnie nigdy nie sprawdziłam czy ów sąsiad ma jakieś
niecne plany, ale czujność również zaszczepiła matka:
− Zasłaniaj okna żeby z ulicy nie było nic widać, ludzie nie
mają ochoty cię oglądać nago.
Automatyka zginania i prostowania łokci, chwytania i
otwierania dłoni, rozpinania i zapinania zamków błyskawicznych. Jedyne, co z każdym dniem staje się trudniejsze, to znieczulanie siebie, pełna narkoza albo chociaż od pasa w dół.
Chcę być nieświadoma wejść i wyjść, ciężkich oddechów, w
końcu ruchu i zatrzymania.
Znam konsekwencje silnych leków. W łazience na kolanach i
ryk do słuchawki:
− Przyjedź, bo odejdę…
To cena, jaką się płaci, za papierek podpisany pożyczonym
długopisem .

An - Anna Awsiukiewicz
16 august 2011 at 07:39

wodę*.Podoba mi się, ale jednocześnie czuję że jak będę chwalić, to tak jakbym dokładała gwozdzi do trumny. Tu aż krzyczy o zmianę życia i tego peelce życzę:)Przeczytałam gdzieś że ciało jest świątynią , więc może warto je pokochać i nie oglądać się na innych:) Musiałam to napisać -he, he:)

report

Marzena Przekwas-Siemiątkowska
16 august 2011 at 08:55

Dziękuję An.

report

Istar
16 august 2011 at 10:15

bardzo dobre i bardzo źle że tak właśnie, trudny charakter...co to znaczy? też tak mam więc pytam :)

report

Wieśniak M
16 august 2011 at 13:01

Trudno zaakceptować ten cały bagaż marzeń, oczekiwań rozpięty pod pręgieżem codziennego dnia. Ile można zapomnieć by osiagnąć substytuty marzeń?...

report

Marzena Przekwas-Siemiątkowska
16 august 2011 at 13:03

Istar trudny charakter, czyli czarne jest czarne, a białe jest białe oraz wszystko albo nic! To jest trudny charakter, brak pokory i duma...

report

Istar
16 august 2011 at 13:24

łapka Nicki :)

report

Marzena Przekwas-Siemiątkowska
16 august 2011 at 13:03

Wieśniak, co to są marzenia?

report

Wieśniak M
16 august 2011 at 13:10

to zakodowane siły zmieniające widmo szarości.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register