połówki zapałek które już nie dadzą ognia
to co było
zostaje rozsunięte
jak parapety nieba
rozchwiana
spóźniłam się z jesienią
szarość sadzi słoneczniki
w głodnym ogrodzie
zbieram czułości by mieć na miłość
połówki zapałek które już nie dadzą ognia
to co było
zostaje rozsunięte
jak parapety nieba
rozchwiana
spóźniłam się z jesienią
szarość sadzi słoneczniki
w głodnym ogrodzie
zbieram czułości by mieć na miłość
Do gustu przypadły mi słoneczniki w głodnym ogrodzie. Wyjęłabym końcówkę o miłości, a na "czułości" poprzestała. Poza tym brakuje konsekwencji edytorskiej: wielkie i małe litery pomieszane są dla mnie niejasne. Pozdrowienia miłe. E.
report
Smutny:) Podoba mi się:)
report
Ech, znowu zapomniałam wielkości ogarnąć...
report
Klarowny wiersz. Bez zbędnych słów i wymowny. Podobają mi się połówki zapałek. ;)
report
piękny! piękny! mnie podobają się: "parapety nieba" i szarość sadząca słoneczniki, o puencie nie wspomnę... Nicki, gratuluję wiersza :)
report
Ściany, ściany! Rozsuńcie ściany! Nieszczęsna ofiara wojny nie wiedziała, że wystarczy uruchomić parapety.
report
Cóż - jak, to z panami bywa - jeden woli córkę, drugi teściową:) Dzięki za wgląd!
report
podoba mi się tylko te parapety nijakie:-)ja czytam tak:"zostaje rozsunięte jak niebo "miłego dnia:-)
report
Miladorko, trafiłaś w sedno.
report