Śpiewa Woźniak, kiedy dom jak zwinięta w kłębek szara kotka, oddycha równomiernie.
Jakim cudem dziesięć minut temu ściany zaciskały pięści i groziły, z pianą w zębach?
Ostro, ciasno jak w metrowych szponach. Kąty wyprostowane, poprzez wtulanie twarzy.
Dzwoni Marek:
- Mała, co jest? – pyta.
- Ja wiem, że on już się stara, wścieka się, ale się hamuje…
- Mała, spokojnie, to długo nie potrwa.
- Marku, ja to wiem, że już niedługo.
Jest subtelniejszy, w swoich słowach, wyrywa nogi ćmie, w aksamitnych rękawiczkach.
Ryczałam tylko raz, bo znowu straszył, ale zaraz potem przepraszał.
Te wstrętne uściski, wtulanie głowy i obejmowanie nóg. Łaszenie się do stóp, bo przecież on nic nie może, bo przecież, on tego nie kontroluje.. Milknę.
Marek przerywa ciszę:
- Mała jesteś?
- Wyjdę na balkon, zerwał się wiatr, niech poplącze włosy. Wiesz, tyle gwiazd! Zapewne tam gdzieś jest Swietłana szkoda, że tylko śmiechu nie słyszę. Nie rozbrzmiewa ani miliardem dzwonków ani stłumioną, wieczorną audycją. Dlaczego nie słyszę? Jak mogła mnie tak po prostu zostawić? Co ja jej zrobiłam, że tak któregoś dnia postanowiła umrzeć? Miała czekać na mój telefon, przecież obiecałam, że zadzwonię, że…
- Mała nie płacz! Mam przyjechać? – pyta zbity z tropu.
- Nie, nie trzeba, to nie pierwszy i nie ostatni raz, przecież wiesz.
"(...) on już się stara, wścieka się, ale się hamuje…" - niestety, dobrymi chęciami piekło wybrukowane... Miniatura epicka, a ile w niej podskórnej liryki... Miał zadzwonić Wielki Narrator, a esemesa przysłał Podmiot Liryczny, siedzący gdzieś na przystanku dwie przecznice dalej... A może to pomarańczowy walec, stojący wśród brzóz?
report
Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć? Podmiot liryczny pisze sam do siebie? Jakaś schizofrenia podmiotu?
report
Dokładnie, nie... Chciałem powiedzieć tylko, że w tej prozie czai się poezja... Narrator przemawia wspólnie (w jakiś sposób) z podmiotem lirycznym...
report
Zgadzam się.
report
boli
report