25 november 2018

poetry

Bogumiła Jęcek
Bogumiła Jęcek

Katyń

Wpatruję się w zmierzch; w ciemności strzęp
czarnej folii poruszany wiatrem – wygląda
niczym wrona wyszarpująca coś z ziemi.
Otwarte granice boją się zamknięcia.
 
*
Przeczucie to nie wszystko, jeszcze tliła się
myśl, próbowała wyciągnąć mnie z tego miejsca.
Słyszałem każdy strzał. Wyszedłem z więziennej
karetki ostatni, przemknął rów,  nad którym przez chwilę
stali. Sznur przerzucony przez szyję wiąże mi
z tyłu ręce, jakby wszystko robiło się samo.
 
*
Wymieszane: przeczucie i nadzieja. Wyprowadzali
nas pojedynczo. Drobiazgowa rewizja; ściągnęli
pas i pytali o obrączkę. Z rękoma wykręconymi do tyłu
przeszedłem dwa pomieszczenia, i w trzecim ta nieubłagana
świadomość,  gdy zobaczyłem ściany, wypływającą
z półmroku krew.
 
 
 
 
 
 
 
Łódź, 06.03.2016
 

bosonoga - Gabriela Bartnicka
27 november 2018 at 18:47

Przejmujący tekst. Nie rozumiem braku zainteresowania :( Pozdrawiam Autorkę

report

Bogumiła Jęcek
27 november 2018 at 20:58

Dziękuję za taki podnoszący na duchu komentarz :) i pozdrawiam.

report

laura bran
9 december 2018 at 22:03

Taką mam refleksję, że nawet nie można mówić o tym, że tak łatwo się zapomina, ale raczej o tym, że naszej dość zawiłej historii młodzi nie znają, nie rozumieją, odrzucają, nie wiedząc za bardzo co odrzucają. Ale oczywiście zawsze mogę się mylić.

report

Bogumiła Jęcek
10 december 2018 at 10:26

Powiem Ci szczerze, że nie mam pojęcia, może część rozumie a część nie? wszystko teraz jest jakieś takie pokomplikowane ;)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register