Bilo ty moja, bilo kolorowa,
Czemu nie słyszysz, co szepczę nad stołem?
Kiedy to kijem trafić chcę z mozołem,
W białą tę bilę, która tak bojowa,
Chce w cię uderzyć, na to już gotowa.
A ty się ruszasz niby wół za wołem,
Jakbyś to była w tamtym płocie kołem,
I nie chcesz trafić – akcja będzie nowa.
Lecz ja przegrany, a ty nietrafiona,
Łzy leję wielkie, może uspokoją?
Lecz czy me rany po tobie zagoją?
Kiedy wygranej okazja stracona!
Nowe wygrane jednak mi się roją,
I mych sukcesów nowa, czysta strona.
Pracuję, stary, w dużym klubie bilardowym. Nie - ten wiersz nie ma klasy. Nie podoba mi się. A widząc tytuł chciałem go oprawić i powiesić na ścianie. Nie wart jednak tego. Ani się czym wzruszyć ani z czego pośmiać, może tylko z dętości formy. Snooker zasługuje na coś lepszego.
report
Ten sonet był zadaniem dla 3-klasistki. Nie mógł być zbyt. Ale wielu osobom podobał się, gdyż zachowuje styl włoskiego sonetu:) pozdrawiam
report
Ale to zaraz, zaraz, bo nie rozumiem! Czyli nie jest Twojego autorstwa, czy pisałeś zadanie klasowe za córkę? Tak czy inaczej jest słaby - pozdrawiam.
report
Eh, pisałem na " zamówienie " mojej chrześnicy. Miał być sonet, włoski, lecz niezbyt dobry, by pani uczycielka nie podejrzewała, że to nie moja chrześnica:) pozdrawiam serdecznie
report