Zmiana sposobu prezentacji
daleko stąd mieszka człowiek
miły o ciepłym uśmiechu
szczerego serca o łagodnym spojrzeniu
nie opowiadam bo bym przynudzał
długo by gadać a czasu zbyt mało
są strony gdzie skrzydła nas niosą
czuję się tak bardzo bogaty
słyszałem słowa dobre czułe
bo Bóg przemawia przez ludzi
są znaki na niebie i ziemi
ptaka śpiew człowieka płacz
żal taki przypadkiem gdy krzywda
co nie przemija kocham was
chcę bardzo tam wracać
piękno zagra nam piękną piosenkę
jesteś taką wyśnioną nie mam złudzeń
zatańczysz ze mną ten ostatni taniec
przytulasz się do mnie tak na koniec
czas ucieka urodziliśmy w różnych czasach
chciałbym być z tobą lecz los nie pozwala
kocham cię ale to tylko w sercu cierń
zagubionym na rozdrożach wskaż drogę
sandały rozwiązane rzemyki popękane
w ustach sucho napój baranki moje
włóż mi ziarno mądrości w głowę
niech zakwitnie
śpiew ptaków wiosną
gdy idziemy w pole
pora zasiewu
pora żniwowania
zapuść sierp i siecz
ziarno do spichlerza
plewy dla zwierząt
wyjdź po mnie jak świt wita jutrzenkę
pobiegnę za tobą zielona łąką przywitać się
wyczekuj nas tato bo ty jesteś ojcem
w myślach znużeni w chorobach zagubieni
cierpimy bez twojego głosu bez radości
co unosi nas pośród ziemi
(...)
--- full text ---
niósł mnie los może Bóg
w transzei poznajesz świat
karabin jak cudowne dziecko
oddasz koledze własne życie
nastanie taki moment ach
wszystko ucieka z rąk
najbliżej czai się strach
teraz masz dość kłamstwa
wkracza wróg wolałbym
kopać doły w marglu
ciężar sumienia znoszę
wytrwać i koniec
nie założę kamaszy
dość medali pochwał
odchodzę gdzieś by zapomnieć
spod hełmu spływa pot
na powieki i czoło spieczone
żołnierz w mokrym mundurze
brudne dłonie ściskają broń
naładuj i czekaj leżymy na piasku
w oczy piach i wiatr
w ustach gorzki suchy smak
na rubież wystarczy dobiec
pada rozkaz naprzód
śmigłowce na helipadzie
to nie festyn ni defilada
chodzi o kolegów podstęp wrogów
oczy dookoła rusza Bielska załoga
wypatruj strzelaj pokaż na co cię stać
jesteśmy tutaj może ostatni raz
na pewno pierwszy co dalej
lęk zamieszka w głowie
zakwitło wiele myśli
odszukać siebie z powrotem
wrócić pamięcią do dawnych dat
będzie trudno narodzić się na nowo
czasem brakuje wiatru
byłaś poranną bryzą
czułem się jak ptak
tylko skrzydeł nie dał mi Bóg
w myślach jesteś tutaj
przywołuję co dzień
obraz wyraźnie
w głowie mam
sztorm rozstania
tych burz było dużo
zatrzymasz mnie
a ja oddam siebie
jak diament w dłoni
ściskaj jak najmocniej
twoje słowa wdzięki
piszą tekst piosenki
płyniesz po parkiecie jak promienie
jestem żołnierzem
widzę piękno kobiety
płyniesz w rytmie
cześć oddaję Niebu
nad nami tylko cisza
objeci w tańcu
wtuleni pośród dźwięków
już z wrażenia nie mogę
patrzyłem w oczy
miałaś w nich nów
tak ciemno nie widzę iskry
dopadł serce mrok
chciałem o coś zapytać
ogarnąłem dotyk zimnej dłoni
popłynęła w drugą stronę
w drzwiach niepokój
(...)
--- full text ---
szaro ponuro ściemniało
wzięło się na deszcz
okryłem czym miałem
a mam niewiele prócz serca
byłaś jedyną na świecie
nie chciałem nikogo więcej
zimno przeszyło wnętrze
całą noc w objęciach
wiedziałem że znalazło się szczęście
biegliśmy przez życie przez płotki
bo każdy żywot nie jest gładki i słodki
wyszło słońce wyszłaś na taras
pijemy kawę bo życie nas dociera
nie potrafię kłamać wyczuwasz
każdy gest każdą nieszczerość
przez kości do drzewa
wbijali gwoździe
konał cały świat
płacz zmieszany ze śmiechem
radość i smutek
dla jednych zbawieniem
dla innych zgubą
płyną dni noce ciemne
jak czasy w których dane żyć
uciekam w swój duchowy stan
zanurzam myśli w cichej modlitwie
podnieś mnie z kolan
daj siłę do walki proszę
niewinny człowiek na drzewie
zbity umęczony na krzyżu
miłość zakwita zawsze bielą
białe pąki jasne myśli
płatki sadem niesie wiatr jak marzenia
brązowe wypustki trzymają rękojeści
szare spękane matczyne dłonie
kiełkuje zielonym listkiem
mądrość ukryta na niezdobytych szczytach
zielone łąki przy rowach kwiaty
napasę wzrok przez szkiełka
niosę w ręku zamknięty świat
byśmy nie zgubili się wśród miliarda traw
na koniuszku języka uczuciem napawam
nasycony niczym listek lakmusowy
teraz wiesz że zaufanie
buduje się na szczęściu
by je nieść każdego dnia
chleb powszedni światłem ciała
dusza nocą widzi sen
świt przegania koszmary
budzi szczęścia łyk spragniony
życie to wulgarny i brutalny
system
opętany kształtami
cyframi pozycją ludzi
hierarchia nawet przy prostych czynnościach
w domu pracy gdziekolwiek
są ludzie bo zawsze byli
których teraz nie ma
są inni tacy podobni
to przez geny niepotrzebna i układy
im się wydaje że są wspaniali
w mózgach wyryta filozofia religia
dumni z bohaterów
na twardych fundamentach
stojąca chora ambicja
wojny się nie kończą
to znów początek następnej
strzelanina w szkole to chora sytuacją
narkotyki alkohol
chwila relaksu zgon
wszystko dookoła płonie
(...)
--- full text ---
