Meta

Znowu żulia zbiera na kolejne wino;
szarpią za rękaw i to już nie jest prośba.

To miasto traci oddech, domom pęka skóra.
Co jeszcze może zdarzyć się w miejscu, gdzie
nawet zegar na ratuszu stracił poczucie czasu?

A bohaterowie nigdy nie zmęczeni, śledzą
skwery, wygrzebują pety. Mała eldoradość.
Początek i koniec – zdobywany zygzakiem.
Umierają szybko, wcześnie i nietrzeźwo.

Właśnie ksiądz na pożegnianie skropił jednego
czystą, kumple się przeżegnali, któryś nawet załkał.
Prowadzimy go razem na ostatnią w życiu metę.
Zrzucę się na ich chandrę, coś położę na tacę.

Wanda Szczypiorska
11 june 2010 at 09:58

Jeden z moich sąsiadów chciał podpalić żone i dzieci, ale podpalił dom i siebie. Bardzo długo umierał. Jego koledzy są w porządku. Kiedy przechodzę mówią bardzo grzecznie dzień dobry wyjmując ręce z kieszeni. Ja też się do nich uśmiecham.

report

Jarosław Trześniewski
12 june 2010 at 12:41

Samo życie. A to Polska właśnie. Dobry wiersz, mała eldoradość. Pozdrawiam:):)

report

Pi.
23 june 2010 at 11:26

eldoradość poza Arizoną/ niechciejstwo zapisane konstytucyjnie w wewnętrznym kodzie charakteru i światopoglądu/ daj na wino Królowo/ jakże łatwo mnie kupić gdy się zna zaklęcia/ rozsypuje się Sezam po wyszczerbionych płytach chodnika/ a czterdziestu rozbójników znika w fatamorganach/ wschodzi eldoradość

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register