Martwa natura bez rąk, wiersze bez rąk – czym to opisać?
Pęcznieją żyły na przegubach, jakby pod skórą przekwitały
słowa. Nie ma czego złożyć, nie ma czego unieść,
bo ciężar przerasta nawet własną głowę.
Reszta jest surowcem wtórnym w kolejce na przemiał,
w końcu jakąś miazgą, próbką do pobrania.
Coś z tego powstanie, ma powstać, zaboli? Kiedy poczuje,
że wszystko odrasta, zaczyna mówić i otwiera oczy?
I tak nie może nigdzie dalej odejść. Będzie spać i czekać.
Przy otwartych drzwiach, z otwartymi oczami, zamknięta.
Znam Pani teksty, ale chyba pierwszy raz komentuję. Bo Pani pisze tak inaczej, tak wnikliwie, jakby Pani pisała z perspektywy żylaków (proszę wybaczyć określenie)
report
Coś w tym jest, trochę się czułam, pisząc tekst (dlatego powstał), jakbym była pod skórą i nie mogła z niej wyjść. Dziękuję.
report
jak Ciebie powitam bez rak....
report