Przychodzi bez zapowiedzi, żadnych znaków,
przyczyny. Powiedzmy – budzę się,
noc bez zobowiązań, sen przyrodniczy.
Ledwo oko zaczyna łykać światło,
a już myślę – o czym tu dzisiaj popłakać?
I wszystko będzie się tak smarkać
do wieczora.
W tym stanie, mogę najwyżej wzmacniać
ceremonie pogrzebowe albo wchodzić w duo
lamento, ze świeżo rozwiedzioną sąsiadką.
W takie spuchnięte dni, lepiej nie wypływać
na szerokie wody. Kiedy przestanę padać,
poczekam na słońce.
Dzień świstaka a dzien spuchlaka- diametralnie się różnią. Tak bez zapowiedzi.nieustanny repley. Słonecznie pozdrawiam w złotą polską:):)
report
Mogłabym być tą sąsiadką. Płakać razem zawsze raźniej
report
A uczucie irracjonalnej rozpaczy i poczucie równie irracjonalnej krzywdy peelka zna?
report
zna, zna:)
report
To ja mogę być tą z naprzeciwka. Tylko sprawdzę kiedy mogę sobie pozwolić na spuchlaki z rana :)
report
Mirko, mam Twoje tomiki. Jakoś tak mimo woli jeden z nich otworzył mi się na tym wierszu. Strzał w dziesiątkę. Jestem ostatnio takim spuchlakiem, powody są realne i mnóstwo irracjonalnych. Jesień i zima, po prostu. A tekst bardzo dobry.
report
Dzięki:) Ja spuchlakiem bywam bardzo często. I nie zawsze wiem, jaki jest powód
report
A tutaj sobie wracam w dzień spuchlaka. Dziś dzień dumaka i też wracam.
report
Genialne :)
report