Skończyła mi się gwarancja, hura, hura, jestem gotowa
- już się mogę zepsuć. Pewne jak w banku, że sam
mnie nie naprawisz, a innym nie pozwolisz, bo ktoś odkryje,
że z winy właściciela cały ten ambaras. Wszystko się wyda
i ty wydasz na mnie. Spoko majonez, jak mówi Rysiu Be,
morowy poeta ze Śląska - mogę skrzypieć spokojnie,
dostojnie rdzewieć, szperać w naszym tajnym archiwum
- aż do skończoności. Nikt do mnie nie zajdzie, to pewne.
Między radiem szarotka w stanie spoczynku, a pękniętym
akwarium, ostrożnie rozbiorę się na części, sprawdzę
zasilanie, przewinę silnik. Potem się po sobie przejadę.
Jeszcze bałagan, nie rozpoznaję wszystkich części, ale
jak się rozłożyłam, to i złożę. Może w końcu wprawię w ruch.
wiersz niby o niczym, ale de facto całkiem niezły i wciągający obraz lekkiego rozstroju wewnętrznego. to zdanie jednak: Między radiem szarotka w stanie spoczynku, a pękniętym akwarium - tragedia
report
czemu?:)
report
stylistycznie mnie rozwala, nawet jeśli powiem sobie, że taki był na przykład zamiar (bo czemuż nie?), to wcale nie jest lepiej
report
Bardzo lubię kiedy metaforę wyjmuje sie z jednego pudełka, tym razem z pudełka na narzędzia. Wierzę, że jak sie rozłożyłaś, to się i złożysz. Całe szczęście, że niczego nie trzeba ulepszać.
report