mała czekoladka pobłogosławiona miętą,
wciśnięta w stygnącą dolinę poduszki,
przywołuje twoje niedopowiedziane aluzje
o obietnicach, że już jutro chcesz więcej
przebudzeń księżniczkowych, jak w bajkach
których ukradkiem nigdy nie polubiłem.
gdy ty jeszcze marzysz w echach półsnu,
a palce spuszczone z łańcuszka woli
błąkają się po wyziębionym prześcieradle
w poszukiwaniu ulubionego rozpulsowania,
ja myślę już wyłącznie o innej gorączce -
świeżym cappuccino z zabójczą ilością smoka
więc nie śpiesz się dzisiaj w ostry świat,
i niechaj bose stopy poskrzypią podłogą.
niech wychwalone będą gorące ręczniki,
a kiedy opuści cię szlafrok lub rzęska,
pozostaw mi chociaż zapach tej mięty,
gdy umkniesz czerwonymi pantofelkami
w nagi lutowy dzień trzaskając domem.
"więc nie śpiesz się dzisiaj w ostry świat, i niechaj bose stopy poskrzypią podłogą. niech wychwalone będą gorące ręczniki, a kiedy opuści cię szlafrok lub rzęska, pozostaw mi chociaż zapach tej mięty, gdy umkniesz czerwonymi pantofelkami w nagi lutowy dzień trzaskając domem" Mogę to sobie wziąć ( nie ma zawsze i nie na wyłączność!)?
report
Piotrze bardzo na tak:):)
report
Taki.... czuły.
report
W wielu miejcach się zachwycam. zazdraszczam ostatniej zwrotki dziko. Ale jest fragment, który zdecydowanie odstaje według mnie i knoci świetną resztę: gdy ty jeszcze marzysz w echach półsnu, a palce spuszczone z łańcuszka woli błąkają się po wyziębionym prześcieradle w poszukiwaniu ulubionego rozpulsowania, Wierzę, że Autor potrafi zrobić z tego cacuszeńko.
report
obiecuję popracować gdy się ze mnie ulotni "ten stan", choć zaznaczam, że nie daję wierszy z dziś :)
report