8 july 2010

poetry

Pi.
Pi.

dziewczynka z mandarynkami

to już ćwierć wieku. czas nam tylko błysnął. wonne listy,
które łańcuchem obcych rąk popłynęły od mojej dłoni
do twojej i z powrotem. pamiętam: z zamkniętymi oczami

lizałem znaczki, by umiały się z nich wykluć pocałunki.
tamto szare popołudnie, gdy nieśliśmy martwą pochodnię
na ośnieżony Olimp, gdzie milczała nam wieża wież,

było jak sen. w odmiennych stanach świadomości kina
"Zodiak" pokonywałem mrok i pierwszą nieśmiałość. ciepłe
palce i zimne mandarynki. albo odwrotnie. rękawiczki

na sznurku nadawały się do unikania pieszczot, ale nie dbały
o temperaturę miąższu. od tego szczęściaro miałaś mnie
przez te kilka dni w środku zimy. to już pół życia temu.

Szel
8 july 2010 at 01:06

rekawiczki na sznurku!!!!!!!!! powaliles mnie na kolana...mojej corze takie zakladalam:)

report

Mirka Szychowiak
8 july 2010 at 09:14

bardzo lirycznie, dużo miłości i wzruszające rekwizyty, z rękawiczkami na czele. No i ten sznurek. Ta temperatura miąższu leży mi średnio, ale to pryszcz. Wiersz bardzo zdyscyplinowany, a jednocześnie uwolniony. Brawo.

report

Jarosław Trześniewski
8 july 2010 at 10:39

Pi, świetne! A ta fraza : "z zamkniętymi oczami/ lizałem znaczki, by umiały się z nich wykluć pocałunki." boska:):) Gratuluję:):)

report

Paulina Peciak
8 july 2010 at 20:31

zaczytałam się po uszy:)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register