Zmiana sposobu prezentacji

19 december 2014

prose

Filip Kaczmarczyk
Filip Kaczmarczyk

Dziennik - 19 grudnia

I nadszedł dzień kiedy zrozumiałem, że chcę Cię czytać i nic więcej. Dopóki starczy dla mnie miejsca.

Sennik młodego studenta albo dziewiętnasty przystanek

Poniedziałek. Jak co rano, wstaję z ogromnym apetytem na życie. Dziś za oknem pierwsza warstwa tegosezonowego śniegu. Nie stopniała przez noc zgodnie z oczekiwaniami. Po szybkim śniadaniu wychodzę z domu. Sam właściwie nie wiem po co to śniadanie.
Kieruję się dobrze znaną drogą w kierunku przystanku Opolska Estakada. Pierwszy papieros. Docieram na przystanek po jedenastu minutach. Do autobusu jeszcze siedem. Drugi papieros? Nie, to za często. Przypominam sobie dzisiejszy sen. Jakiś ślub? nie, wesele. Miałem za ciasne rękawy w garniturze, nie mogłem wyciągnąć rąk. Byłem ja, pan młody, ale nie widziałem mojej ukochanej. Później jakiś basen. Czułem się tam jak ryba w wodzie.
O, jedzie 114. Zajęcie miejsca na przystanku – jak najbliżej drzwi. Podjeżdża. Wchodzę i już widzę miejsce dla siebie – przy szybie, tuż za złamaniem krakowskiego przegubowca. Pierwszy przystanek za nami. Jeszcze tylko osiemnaście. W drodze zauważam na swoją głową kulę widziulę – dla naszego bezpieczeństwa oczywiście.
Jedziemy dalej, ósmy, jedenasty przystanek. Ludzie zamieniają się miejscami, kończą i rozpoczynają swoje podróże. Istna walka o przetrwanie. Taką walkę każdego dnia nazywamy życiem. Ale właściwie po co walczymy? Żeby móc umrzeć na miejscu, a nie w autobusie?
Zastanawiam się nad postępowaniem ludzi w czasie wojny. Dlaczego większości z nich tak bardzo zależało na przeżyciu? Czyżby śmierć (...)

--- full text ---

Popiół w oku

Dochodziła druga w nocy. Zadzwonił telefon. Tomek flegmatycznymi ruchami wydostał się z pościeli i podniósł słuchawkę.
-Halo.
-Tomek? Nie uwierzysz…
-Wierzę, wierzę. Co się znowu stało?
-Przyjdź szybko na most.
-Na most?! Normalny jesteś?
-Przyjdź.
-Dobra. Czekaj.
Odłożył słuchawkę. Takie rozmowy nie były dla niego, ostatnimi czasy, zaskakujące. Powyższa sytuacja powtarzała się, co jakiś czas, od kilku miesięcy i oczywiście zawsze chodziło o jakąś „ważną sprawę”.
Dzwonił Kamil. Kumpel Tomka, jeszcze, z czasów beztroskiego dzieciństwa gdy bawili się w policjantów i złodziei, nie myśląc o swojej przyszłości i kłopotach życia codziennego.
Kamil był… specyficzny. Zresztą nie odstawał w tym od swojego przyjaciela. Jak to się mówi, posiadał niesamowity dar pakowania się w kłopoty.
W pewnym sensie Tomek czuł się za niego odpowiedzialny. Był jedynakiem, a Kamil był dla niego jak młodszy brat. Przyjechali do tego miasta, trzy lata temu, razem, i z wyjątkiem kilku „wypadków” Kamila gdy musiał ulatniać się na pewien czas, trzymali się razem.
Zanim do Tomka dotarło to co się stało, minęło kilka minut. Ubrał się, zamknął mieszkanie i podążył w stronę mostu.
Gdy tylko wyszedł z klatki, uderzył go chłód kwietniowej nocy. Zapalił papierosa. Szedł szybkim krokiem. Przeszedł przez skrzyżowanie, które w przeciwieństwie (...)

--- full text ---

26 august 2010

prose

Filip Kaczmarczyk
Filip Kaczmarczyk

Okrucieństwo

Tomek miał 17 lat. Pierwszy raz spotkał się z Aśką w maju. Oboje mieszkali w małej miejscowości, położonej na południowym-wschodzie Polski. Gdy wydarzyło się to, o czym wam opowiem, mówili o tym wszyscy mieszkańcy.
Tego, jak już powiedziałem, majowego wieczoru Tomek siedział nad rzeką i rozmyślał o minionych związkach. W pewnej chwili w odległości 15 metrów od siebie zobaczył dziewczynę puszczającą kaczki. 
Była to szatynka, średniego wzrostu, która, kucając nad wodą, wyglądała jak dziecko z podstawówki. Miała na sobie zieloną spódniczkę i czerwoną koszulkę. Zawsze starała się ubierać tak, aby wyróżniać się z szarego tłumu. 
Znali się z widzenia, ponieważ chodzili do tej samej szkoły. Nie zastanawiając się długo, podszedł do niej i zaczął czarować jak to miał w zwyczaju:
-Czy to oczy mnie mylą, czy prawdziwy anioł zstąpił do naszej pięknej dziury - powiedział z uśmiechem.
-Daruj sobie Tomek.
Był pewny, że nigdy wcześniej nie rozmawiał z Aśką i tym większe było jego zdziwienie, gdy usłyszał swoje imię. Nie lubił rozmawiać z ludźmi, którzy wiedzieli o nim więcej, niż on sam o nich. Czuł się wtedy nieswojo i tracił przewagę nad rozmówcą. Mimo to, kontynuował:
-Skąd mnie znasz?
-Kto nie znałby takiego słynnego podrywacza - odpowiedziała z ironią.
W głębi serca, jeśli je miał, wiedział, że dziewczyna mówi prawdę. Wiele (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register