Niestety król jest nagi, do
toalety biegnie zasłaniając
genitalia. Władczym gestem.
Dziwosłowa osiadają na głowach
przyprószonych brokatem.
Jak kapelusze na bakier, albo
cylindry magików ze spalonych
bud jarmarcznych.
Gdzieś na przedmieściach Paryża.
Może nawet po drugiej stronie
Bosforu. Tam wyraźniej odbija się
cierpienie za miliony.
Strofy biją przypływem o skały, bez
narzekania na twardość
granitu. I tak go wygładzi jak
grzechy w konfesjonale.
Tymczasem Laura wciąż szuka
Filona w jaskrawym świetle
neonów. Które zgasną wraz z
rozpadem ostatniego atomu
w prętach paliwowych. Głupie
miłostki przewijają się w stop
klatkach schodowych. Gdzie czas
płynie wolno niczym krew
z nosa po przypadkowym spotkaniu
z pasującą pięścią.
Ostatni szczegół fantasmagorii,
ktoś napisał na murze
nie jakieś tam niezrozumiałe mane,
tekel, fares,
ale: Na końcu zostanie nam tylko kciuk przeciwstawny,
abyśmy mogli sobie wsadzić. W ostatnim geście cesarzowi
co cesarskie, a diabłu ogarek. Może nawet całą świeczkę.
Jesteś zajebisty gość, ja chylę grzywkę, a nie robię tego nagminnie ... :)
report
ojjjjjj, nie robi, nie. fakt. świetne. gratulacje. :))))
report
Mi się też podoba i to bardzo....zamiast "genitalia" wskoczyło mi "klejnoty". tak dla siebie i dla uśmiechu:)ale jest OK... zaciekawił;
report
Własciwie tak napisany tekst czytam pierwszy raz - i dla mnie jest on rewelacyjny!
report
nie dodałam, że przyciągnął mnie tytuł - super. (Też wolałabym "klejnoty")
report
Zdecydowanie przyciągnął tytuł. ;-) Czy wydaje mi się, że wersy są "pocięte" inaczej, niż w innych tekstach? Pozdrawiam!
report
Bardzo dobry wiersz. Chapeau bas!
report
podnosze kciuk za wiersz:)
report
a Laura ciągle szuka swego Filona....pozdrowienia :)
report
bardzo dobre. masz pisane....
report
rewel tekst :)))
report