Wyrosłem ze szczenięcych miłostek, z wielu
par butów i spodni. Jedną nogą w żłobku,
drugą w grobie – w takim rozkroku
można przeziębić pęcherz.
Wyrastam także z ciebie. Powoli
kolejny raj utracony. Dobry po-wód.
Gdyby jakikolwiek był potrzebny.
Ostatnia pielgrzymka do miejsc intymnych.
Długa podróż przez szeroko otwarte ramiona
i pomiętą bluzkę. Kurde, nigdy nie opanowałem
sztuki ściągania twoich staników. W sposób zadowalający.
Pobłażliwie się uśmiechasz, przynajmniej na zdjęciu.
echhh te staniki...:) zawsze mi sie kojarza z talia:) lubie czegos ten twoj wiersz Marcinie
report
Świetny.Podoba mi się.:)
report
Jest w tym życie.
report
wiesz to kurde jest trochę nie takie, albo całkowicie to wywalić albo dać kurwa jak bóg kazał ;] poza tym dobry tekst, pozdrawiam
report