W pełnym blasku nocy,
gdzieś pomiędzy załamaniem cienia
a odbiciem mroku trwają echa. Już wybrzmiałe,
zatracone w bezdźwięcznościach.
Wciąż słyszalne w miękkich gwiazdach
bledną kiedy świt rozdęty nadmiarami
sypie utraconym czasem.
Upychamy go w kieszeniach, pełnych
dziur na przestrzał życia.
Świat rozpycha się łokciami, więc czekamy
na powroty w noce.
Z naszym nieodzownym umieraniem
wraz z kosmosem.
tak bywa, kiedy wywracasz czarne dziury na nice..
report
"jutro to dziś, aaalee jutro " - Mrożek ... a wczoraj ..... było ??? ... więc kto "upycha" to upycha = mów za się lubo za siebie ;)
report
podoba mi się, ale mam jedno małe ale. Chodzi mi o trzeci i czwarty wers i słowa: wybrzmiałe...bezdźwięczności. Jakoś mi tu zgrzyta, nie wiem, może Ty odczuwasz tu inaczej niż, ale ja mam wrażenie niepotrzebnego powtórzenia.
report